Operacja Zamek Odcinek IX

Autor: historyk Data: 23 December 2016 17:13

Odcinek IX

 

                   Pułkownik Walter milczał przez chwilę. Musiał dopracować swój plan nim przekaże go Adolfowi. Miał pomysł opierający się na prostym rozumowaniu. To była tajna jednostka i praktycznie nic tu się nie działo takiego, co zmuszałoby czy to wartowników, czy spadochroniarzy do jakieś specjalnej uwagi. To była nudna rutyna i to właśnie Walter zamierzał wykorzystać. Mała dywersja powinna skupić na sobie wszystkich. W tym czasie jak miał nadzieję uda się kapitanowi zdobyć jego teczkę. Później już tylko wydostać się z bazy. Teoretycznie wszystko wydawało się dość proste, jednak pułkownika martwiła jedna sprawa. Gdyby w bazie stacjonowali tylko żołnierze Luftwaffe nie byłoby problemu, ale tych jak ich nazwał Hertz „Zielonych Diabłów” nie można było lekceważyć. To byli bardzo dobrze wyszkoleni ludzie, których nie da się łatwo oszukać. Jednak Walter miał nadzieję, że kiedy dowódca warty zobaczy płomienie i usłyszy wybuchy skieruje w to miejsce cały pluton. Jeśli nie, to szanse będą niewielkie. To było największe ryzyko.

 Knote usiadł tuż przy pilocie.

-    Niech pan się skupi i wysłucha mnie do końca. Pytania później – Knote powiedział to takim głosem, że Hertz z wrażenia nic nie odpowiedział. Pułkownik mówił jakieś piętnaście minut. Kiedy skończył twarz kapitana zamieniła się w biała kartkę. Był tak zszokowany, że nie potrafił wymówić nawet słowa. Patrzył wielkimi oczami na oficera SS jak by ten przemówił do niego w obcym języku. Trwało to dłuższa chwilę. Walter w końcu nie wytrzymał.

-    Co jest kapitanie !!!! Mowę panu odebrało !!!!

             Hertz jeszcze chwilę patrzył na swojego rozmówcę, po czym jakby obudził się z letargu.

-    Pan mówi poważnie, mamy uciec samolotem ?????

-    A co w tym dziwnego, przecież jest pan pilotem, nawet asem. To jakiś problem ?

-    No..... nie.... ale ….........

-    Do cholery przecież macie tu samoloty. Na pewno da się któregoś uruchomić ?

-    No tak …... ale

-    Kapitanie tu nie ma ale.....

-    Nie da się tego zrobić !!!! – Adolf wręcz krzyknął.

-    Dlaczego ????

-    Bo wszystkie samoloty są schowane w hangarze. To tajna jednostka. Po każdym locie samolot

     jest odholowany do hangaru, a ten jest zamykany.

-    Jasna cholera !!!!  Czyli pozostaje ucieczka samochodem. Najlepiej tym BMW którym mnie tu

      przywieziono. Jest jeszcze jakiś osobowy samochód w bazie ?

-    No jest kilka, ale to auta pilotów, a ich już raczej nie ma w bazie. Reszta to wojskowe wozy i

      ciężarówki.

65

 

-    Wojskowe nie stanowią problemu, bo są za wolne. A coś ciężkiego ? Czołgi ? Samochody

      pancerne ?

-    A po co nam tu czołgi, Są chyba dwa samochody pancerne, ale dawno nikt nimi nie jeździł.

-    To jak pan pójdzie zadzwonić proszę zobaczyć czy stoi jakiś osobowy. Muszę to wiedzieć. Jak

      nie, to mamy większą szansę. Pewnie bramy nie naprawią do rana, raczej założą jakiś łańcuch.

      Dobrze, odczekamy z godzinkę i pójdzie pan zadzwonić, a potem

      spirytus. Akcję zaczniemy jak już będzie ciemno. Aha macie tu straż pożarną?

-     Nie

-    To dobrze, w beczkach jest benzyna, jak zaczną płonąć i wybuchać, sami tego nie ugaszą. Czyli

      wezwą strażaków, a to oznacza że brama będzie otwarta. To nam także powinno ułatwić wyjazd.

      Mam nadzieję że będzie taki burdel, że nie zapanują nad tym od razu – pułkownik zaczynał wierzyć że mają szansę wydostać się z bazy. Jednak zawsze mogło coś pójść nie tak. Dlatego trzeba było trzymać się planu i liczyć na trochę szczęścia. Knote poczuł że jest w swoim żywiole. Już nie raz przeprowadzał ryzykowne akcje i jak do tej pory zawsze mu się udawało. Jednak gdyby wszystko zależało od niego byłby niemal pewny sukcesu, niestety musiał zaufać człowiekowi którego prawie nie znał i który nie ma żadnego doświadczenia w takich operacjach. Postanowił zapytać go jeszcze raz.

-     Pamięta pan dokładnie co ma powiedzieć Schellenbergowi ???? To bardzo ważne !!!!

-     Tak, pamiętam wszystko

-     Najważniejsze żeby czekali pod bazą, ale muszą uważać na Polaków. Zresztą jak znam generała

      albo Kellera to wysłali dwa samochody. Ci ludzie to zawodowcy poradzą sobie, ale muszą

      wiedzieć że ktoś tam może być. Aha i niech pan mu opisze jakim samochodem wyjedziemy.

      Czy ma pan jakieś pytania ???? Coś nie jasne ?

-    No niby nie, ale jestem przerażony tak, że wolałbym lecieć do Stalingradu.

-    Rozumiem pana, ale musimy działać. Jak nam się uda załatwię panu ekstra przydział, do tego

     będę pana dłużnikiem nie tylko ja, ale także Reichsführer SS, a to proszę mi wierzyć wielka

     sprawa. Nie będzie pan narzekał. To co zaczynamy ?

                       Hertz nalał w obie szklanki. Podał jedną Walterowi. Wypili duszkiem. Usiedli i zapadła cisza. Knote po raz kolejny analizował wszystko i doszedł do wniosku, że nic lepszego nie wymyśli. Hertz natomiast starał się uspokoić na tyle, na ile mógł w takiej sytuacji. Pułkownik spojrzał na zegarek.

-    Zaczynamy!!!!

 

66

 

                                   *                                             *                                             *

 

                       W salonie atmosfera nie była zbyt dobra. Schellenberg chodził od okna do drzwi tak długo, aż Himmler warknął że ma usiąść, bo nie może się skupić. Czas płynął, a nie było żadnych nowych wieści. Keller już trzy razy dzwonił do ludzi wysłanych po pułkownika, ale za każdym razem słyszał to samo, że nie natrafili na taki samochód. Atmosfera zaczynała być coraz bardziej gęsta. Czuć było że coś wisi w powietrzu. Reichsführer SS od kilkunastu minut nic nie mówił co oznaczało że jest coraz bardziej zły i było to po nim widać. Keller już nawet nie pokazywał się w salonie. Siedział w pokoju obok tuż przy telefonie. Major czuł że lepiej nie drażnić wodza, bo ten był bardzo groźny kiedy się wściekał, a teraz już wiele do tego nie brakowało.

                       Naraz telefon zadzwonił. Wszyscy troje znieruchomieli. Keller podniósł słuchawkę.

Przez chwilę słuchał po czym odłożył słuchawkę

-    Panie generale dzwoni jakiś oficer Luftwaffe, chce koniecznie z panem rozmawiać -  w jego głosie słychać było autentyczne zdziwienie, wręcz szok.

                       Generał uniósł brwi i spojrzał zaskoczony na majora.

-    Kto z Luftwaffe może znać ten numer i wiedzieć że on tu jest – Schellenberg nie wierzył w to co usłyszał. Przez chwilę pomyślał że to może być prowokacja Gestapo. Ktoś mógł próbować go namierzyć licząc że da się tak łatwo złapać. Wziął kartkę leżącą obok telefonu i napisał na niej.

-    Niech pan go zapyta co chce i dlaczego tu dzwoni !!!

                       Keller pokiwał ze zrozumieniem głową.

-    Kazał panu powiedzieć „Czarna Wdowa” - major był jeszcze bardziej zdziwiony.

Schellenberg od razu podszedł do telefonu i przejął słuchawkę, a na pytający wzrok Himmlera szepnął.

-    To Knote, albo ktoś od niego – po czym przedstawił się i słuchał dobre dziesięć minut, odpowiadając krótkimi zdaniami. Kiedy odłożył słuchawkę po raz pierwszy od kiedy tu przybyli pojawił się na jego twarzy uśmiech. Szybko przedstawił to co usłyszał. Himmler i Keller wręcz zaniemówili z wrażenia. Spodziewali się wszystkiego, ale na pewno nie tego, że Knote utknie w tajnej bazie Luftwaffe. To nawet dla nich była niespodzianka.

-    Po jaką cholerę on tam wjechał !!!! - krzyknął Reichsführer.

-    Herman zaraz poleci na skargę do Hitlera !!!!

-    Widać nie miał innego wyjścia. Jak go ścigali Polacy to musiał się ratować – odparł szybko szef wywiadu SS.

 

67

 

-    Teraz musimy działać. Keller niech pan dzwoni do naszych ludzi. Niech znajdą tą jednostkę i

      uważają na Polaków. Zresztą wie pan co robić...

-    Tak jest panie generale – major sięgnął po słuchawkę i szybko zaczął wydawać rozkazy.

 

                        *                                             *                                             *

                                  

                       Znudzony totalnie sierżant prawie już usypiał, kiedy usłyszał pukanie do drzwi. Ocknął się momentalnie, wstał i podszedł do drzwi.

-    Co tam – warknął.

-    To ja – dobiegł głos kapitana Hertza.

-    Wypuść mnie muszę rozprostować kości, już mnie dupa boli od siedzenia

-    Hahahahha rozumiem, już otwieram.

                       Po chwili Adolf wyszedł z pokoju i wyciągnął się udając jak tylko mógł znudzenie.

-    A jak nasz ptaszek z SS ???? Mówił coś ? - sierżant uśmiechnął się.

-    Nie podał tylko nazwisko i stopień. Pies go drapał. Idę się przejść, a przy okazji przyniosę coś

     na nudę – mówiąc to mrugnął porozumiewawczo do podoficera. Jednak kiedy wyszedł na dwór poczuł jak przechodzą mu po plecach ciarki. Stanął i kilka razy wciągnął głęboko powietrze mając nadzieję, że to choć trochę rozluźni napięte do granic możliwości nerwy. Po chwili ruszył powolnym krokiem do swojej kwatery.

                       Knote stał przy oknie i patrzył na idącego pilota i miał nadzieję że ten człowiek wykona to wszystko co mu kazał. Miał zadzwonić do Schellenberga, przynieść cztery butelki spirytusu i jakiś sznurek. Pułkownik chciał wykorzystać ten trunek do zapalenia beczek z benzyną.

Minuty dłużyły się jakby były godzinami. Pułkownik czuł że ogarniają go na przemian fale ciepła i zimna. Tak nie czuł się już bardzo dawno. Jako były oficer kontrwywiadu wiedział że czasami trzeba czekać, to była jedna z cech jego pracy. Teraz jednak nie mógł opanować drżenia rąk i co chwila narastającej paniki. Wstał i zaczął chodzić mając nadzieję, że to mu choć trochę pomoże.

                       Nagle usłyszał dźwięk przekręcanego w drzwiach klucza. Kapitan Hertz wszedł do środka taszcząc dużą torbę. Knote zobaczył cztery duże butelki pełne spirytusu,  które kapitan postawił z hukiem na podłodze. Z kieszeni wyciągnął zwój grubego sznurka. Kiedy to zrobił podszedł do Waltera i szepnął.

-    Rozmawiałem z Schellenbergiem. Był tam. Wszystko mu powiedziałem. Jego ludzie już tu jadą.

                       Pułkownik odetchnął z ulgą. Początek był udany.

 

68

 

-    Dziękuje Hertz, dobrze się sprawiłeś. A widział Cię ktoś ?

-    Tylko jeden z wartowników, ale nie zwrócił uwagi

-    To dobrze, poczekamy aż się ściemni i ruszamy

                       Było kilka minut po godzinie dwudziestej, kiedy śpiącego sierżanta obudziło pukanie do drzwi. Wyraźnie zły wstał i podszedł do drzwi.

-    Co tam Hertz ?

-    To ja Knote. Ten kapitan się spił i chyba coś mu jest bo wygląda jakby przestał oddychać.

-    O cholera !!! Już idę – sierżant odkluczył drzwi i wszedł do pokoju. Hertz leżał na podłodze. Podoficer nachylił się nad nim i w tym samym momencie Knote uderzył go w tył głowy. Sierżant padł na podłogę.

-    Zabił go pan !!! – z przerażeniem stwierdził pilot podnosząc się z podłogi.

-    Ale skąd, tylko uśpiłem. Niech pan weźmie sznurek i skrępuje go. Ręce i nogi, a do ust włoży

     jakąś szmatę. Nie chcę żeby narobił alarmu jak się obudzi.

                       Po chwili wrzucili go pod ścianę.

-    Dobra idziemy. Tylko cicho. Niech pan zamknie drzwi i wyrzuci klucz.

                       Obaj cicho wyszli z budynku. Knote targając spirytus i zwój szmat skierował się w stronę hangarów, a Adolf poczekał aż pułkownik zniknie i powoli ruszył do wartowni. Był przestraszony , ale wiedział że teraz już nic mu nie pomoże. Albo im się uda, albo nie. Po kilku minutach wszedł do wartowni, gdzie kilku wartowników siedziało znudzonych na krzesłach. Przy biurku siedział porucznik Wanke czytając jakąś gazetę. Na widok kapitana na jego twarzy pojawił się uśmiech.

-     A to Ty. Wejdź. Co ? nudno tak siedzieć samemu ? – zapytał.

-    No tak. Dupa mnie boli od siedzenia, a przeczytałem już wszystko co mogłem.

-    Siadaj. Masz coś może......

-    Pewnie – pilot wyciągnął mała piersiówkę i podał porucznikowi.

-    Tylko uważaj to spirytus, mocne cholerstwo jak diabli.

                       Wanke odkręcił korek i powąchał i pokiwał głową, po czym wziął dużego łyka. Kiedy przełknął oczy wyszły mu na wierzch a twarz zrobiła się czerwona.

-    Jasna kurwa co Ty pijesz!!!!! - wychrypiał ledwo słyszalnym głosem.

-    Ostrzegałem że to pali. Jak byłem w Rosji takie coś ratowało nam życie – Hertz zaczął swoją opowieść zerkając przy tym delikatnie przez okno. Miał nadzieję że pułkownik już podpalił beczki. Minęło jednak kilka minut, a nic się nie wydarzyło. Porucznik już zdążył wypić prawie całą zawartość i widać było że trunek zaczął działać.

69

                       Kapitan kończył swoją opowieść kiedy usłyszał wybuch. Wanke podskoczył do góry.

-     Co to było do cholery ? - zapytał trzeźwo.

-     Coś jakby wybuch, albo mi się wydawało – odparł szybko Hertz i podszedł do okna.

-     Widzę dym. Cholera to nasze składy paliwa. Tam się coś stało – po tych słowach wszyscy rzucili się do okien.

-    Rzeczywiście na to wygląda. Idziemy!!! – krzyknął Wanke do żołnierzy.

-    Ty tu zostań, tam i tak się nie przydasz – kapitan słysząc te słowa pokiwał głową i dodał

-    Ja bym zadzwonił do Zielonych niech też tam jadą

-    Dobra myśl – porucznik złapał za telefon i krzyknął kilka zdań.

                       Po chwili kapitan został sam w wartowni. Nie wierzył własnemu szczęściu. Kiedy tak siedział zastanawiał się co zrobi jak zostanie tu choć jeden wartownik. A teraz nie było nikogo. Rozejrzał się po pokoju i na małym stoliku zobaczył czarną skórzaną teczkę. Wziął ja i otworzył. W środku była gruba koperta. Pokusiło go żeby do niej zajrzeć, ale nie było na to czasu. Zamknął ją i spojrzał przez okno. Łuna pożaru rozświetlała okolicę hangaru. Kapitan wyszedł na zewnątrz. Niestety samochodu nie było. Pewnie porucznik go wziął. Nie pozostało mu nic innego jak czekać. Jednak stanął kawałek dalej, tak żeby w razie czego nie zobaczył go jakiś wartownik. Przez kilka minut nic się nie działo, aż nagle zobaczył czarne BMW jadące bardzo szybko.

                       Samochód stanął tuż przy nim. Drzwi się otwarły.

-    Wskakuj. Masz teczkę ? – to był Knote.

-    Tak. W środku gruba koperta.

-    Dzięki. To wiejemy – pułkownik dodał gazu i skierował się w stronę bramy. Rozpędził samochód i z całej siły uderzył. Tak jak sądził obie części bramy opasywał cienki łańcuch który pękł z hukiem. Nim wartownik zdążył wybiec auto już zniknęło zza zakrętem.

                       Walter cisnął gaz do dechy, a samochód jakby chciał pokazać co potrafi bo pędzili naprawdę szybko. Po kilku minutach pułkownik zwolnił i zaczął się rozglądać na boki.

-    Gdzieś tu powinni być ludzie Schellenberga. Patrz dobrze. To będą dwa samochody.

-    A jak ich odróżnimy od Polaków. Ci tez mogą się tu czaić ?

-    Wiem i to jest problem. Ale ci nasi powinni zamrugać dwa razy światłami. To znak że są dwa

      samochody. Jak nie będą mrugać jedziemy dalej. Widzisz coś ? Kurwa ciemno tu jak w dupie.

-    Ooooooo coś widziałem, ale nie jestem pewien. To był chyba był stojący na poboczu

     samochód.

-    Dobra zwolnię, jak to nasi to zaraz powinni nas dogonić.

                       Jechali wolno przez kilka minut. Nagle za nimi pojawiły się światła dwóch samochodów.

70

 

-    Za nami jadą dwa samochody – krzyknął Hertz.

-    Widzę. Mrugają ? - zapytał po chwili Walter

-    Nie......tak......... widzę dwa razy po dwa światła.

-    To nasi. Musimy gdzieś stanąć.

-    Jest pan pewien ? - w głosie kapitana słychać było zaniepokojenie.

-    Pewny nie, ale zawsze dajemy sobie takie znaki

-    A jak to Polacy i wiedzą o tych światłach ?

-    Hm.... rzeczywiście mogą znać. Dobra jedziemy dalej. Spróbuj zobaczyć jaki to samochód ,

     chodzi mi o markę ?

-    Postaram się, ale są trochę za daleko a ciemno jak cholera

-    Dobra jeszcze zwolnię

                       Pilot przekręcił się do tyłu i zaczął wpatrywać się w ciemność. Niewiele było widać, ale w pewnym momencie kiedy pułkownik dość ostro zahamował Adolf zobaczył niewyraźny przód samochodu jadącego za nim.

-    Ten za nami to Opel

-    To dobrze. Polacy jechali  Mercedesami

-    Musimy gdzieś stanąć i się z nimi dogadać. Tych Polaków trzeba się pozbyć.

                       Przejechali jeszcze kilka kilometrów aż dotarli do małego miasteczka. Pułkownik zaparkował przy małym sklepie. W chwilę później obok stanęły dwa samochody. Z jednego z nich wyskoczył wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna który szybkim krokiem podszedł do BMW z którego właśnie wysiadł Knote. Na jego widok mężczyzna stanął na baczność.

-    Panie pułkowniku melduje się porucznik Lotte. Mamy pana eskortować do Berlina.

-    Dziękuje poruczniku. Ilu ma pan ludzi?

-    Siedmiu w dwóch samochodach

-    Broń ?

-    MP 40, pistolety, granaty. Jedzie tu też samochód wsparcia. Ma czekać jakieś dwadzieścia

     kilometrów stąd w lesie.

-   Bardzo dobrze. O Polakach wiecie ?

-   Tak jest, ale nie trafiliśmy na nich.

-    Niech pan zamelduje Schellenbergowi o sytuacji i przekaże , że jedziemy na bawarską. I cały

     czas oczy otwarte. Oni mogą gdzieś tu być. W razie kontaktu jak zwykle trzy krótkie światła.

 

 

71

 

-    Przepraszam panie pułkowniku ale mamy wyraźne rozkazy. Mamy pana dowieźć całego i nie

      wdawać się w żadne akcje – porucznik nie wiedział jak ma zareagować na rozkaz Waltera.

-    Rozumiem pana, ale przez tych Polaków omal nie zginąłem, a do tego musiałem wjechać do

     tajnej bazy Luftwaffe gdzie potraktowano mnie jak psa. Nie mogę tego tak zostawić. Jak

     spotkamy Polaków to załatwimy ich. To rozkaz. Biorę to na siebie.

-    Tak jest !!

                       Porucznik zasalutował i odszedł. Knote wsiadł do BMW.

-     Mamy szczęście to jeden z najlepszych zespołów kontrwywiadu. Widać generał potraktował

      sprawę poważnie. Jedziemy ale musimy być czujni mam przeczucie, a rzadko mnie myli że to

      jeszcze nie koniec.

                       Kiedy pułkownik odpalił silnik jeden z ludzi porucznika przyniósł broń.

-    Umie pan mam nadzieję z tego strzelać ? - mówiąc to podał kapitanowi MP 40

                       Adolf z niedowierzaniem odebrał pistolet maszynowy.

-    Tak, ale chyba nie chce......

-    Tak chce. Nie dość że gonili mnie jak psa, to jeszcze przez nich wpakowałem się w gówno. Tego

      nie można puścić płazem.

-    Ale dokumenty....

-    Dokumenty kapitanie to sprawa służbowa. A te gnojki to teraz sprawa prywatna między nimi a

      mną. Ja bardzo rzadko przedkładam sprawy osobiste nad służbę, ale tym razem zrobię wyjątek.

                       Hertz nie odpowiedział. Po raz kolejny ten oficer SS go zaskoczył. Powoli kapitan zaczynał podziwiać pewność siebie i bystry umysł człowieka którego dopiero co poznał. Był odważny, a do tego potrafił myśleć logicznie nawet w najtrudniejszej sytuacji. To co zrobili w bazie to był istny majstersztyk, a teraz jeszcze chce się zemścić na Polakach. Hertz poznał w swoim życiu wielu oficerów ale ten był wyjątkowy.

                       Po jakiś dwudziestu minutach jazdy Knote odrzucił MP 40 na tylne siedzenie.

-    Już nie ma niebezpieczeństwa. Polacy zrezygnowali – rzekł pewnym głosem.

-    Dlaczego pan tak uważa

-    Jedziemy już zbyt długo, a ich nie widać. Żeby zobaczyć kiedy i jakim samochodem

     wyjadę, musieliby obserwować bramę. Zaatakowali by tuż po naszym wyjeździe. Widać doszli

     do wniosku że schowałem się w jednostce wojskowej i dali sobie spokój. Teraz tylko dojechać

     do Berlina. Można powiedzieć Hertz że nam się udało. Polacy odpuścili, a my mamy dobrą

     obstawę z tyłu. Witam w SS kapitanie o...... przepraszam majorze SS.

 

72

                       Kiedy BMW z oboma oficerami wjechało do środka czekał na nich major Keller. Kiedy samochód podjechał pod drzwi major otworzył drzwi od kierowcy i na jego twarzy pokazało się ogromne zdziwienie, kiedy zobaczył kapitana Luftwaffe. Zaraz potem usłyszał znany sobie głos.

-    Cześć Keller !!!  Reichsführer ?

-    Jest. Siedzi w salonie razem z Schellenbergiem, ale wściekły jak cholera.

-    Co nie uwierzył mojemu kuzynowi ?

-    Chyba nie. Gdyby nie generał pewnie już byśmy jechali na front wschodni – major uśmiechnął się.

-    Słyszałem że miałeś mały problem z Luftwaffe ?

-    Ten pilot pomógł mi uciec. Dajcie mu jeść i pić , aha i jakąś flaszkę. To zdolny chłopak, będzie

      teraz latał dla SS, ale na razie będzie tu gościem – po tych słowach odwrócił się do pilota i wyciągnął rękę.

-    Dziękuje Ci bardzo. Teraz zostawię Cię, ale postaram się jak najszybciej załatwić wszystko z

      Reichsführerem.

-    Hm... nie ma sprawy, ale dziwny z pana człowiek. Nie znam nikogo kto wydostałby się tak

      łatwo z tajnej bazy i do tego mógł tak spokojnie się zachowywać.

-    Hertz taka już moja praca. Raz ja kogoś łapie w pułapki, a innym razem mnie łapią.

     Powodzenia !!!  i nie daj się głupio zestrzelić – pułkownik odwrócił się i odszedł za Kellerem odprowadzony zaskoczonym wzrokiem pilota.

                       Kiedy wszedł do salonu na jego widok nawet Himmler wstał. Jego wzrok przypominał wygląd Tygrysa tuż przed skokiem na swoją ofiarę. Pułkownik stanął na baczność i zameldował się. Szef SS nawet nie zareagował tylko ryknął z całych sił. 

-    Do jasnej cholery, co to wszystko znaczy Knote!!!!!!

                       Pułkownik zaczął mówić, podając szefowi teczkę. O dziwo, Reichsführer słuchał uważnie i ani razu nie przerwał, ale jego twarz przypominała białą maskę, a oczy wyrażały totalne zaskoczenie. Widać było, że jest zszokowany. Patrzył w oczy swojego podwładnego, ale widział w nich tylko determinację. Spojrzał na Schellenberga, ale ten nawet nie wyglądał na zdziwionego.  Minęło kilka minut zanim odezwał się władczym głosem..

-    Knote pan zwariował!!!

     Przecież to nie możliwe do jasnej cholery !!!!!!!!!!!!!!!!

                       Walter był pewny, że szef SS tak zareaguje.

-    Panie Reichsführer ja w to wierze. To był pułkownik Zakrzewski, musi mi pan uwierzyć.

      Poznałem go. Mamy zdjęcia jego i innych ważniejszych oficerów AK. Nie mamy czasu.

 

73

 

      Zamach ma być w Poznaniu za tydzień, a po Bormannie wszystkiego można się spodziewać.

      To on załatwił Heydricha, kiedy się dowiedział, że Reinhard ma dowody na jego współpracę z

      NKWD, choć pan nie chciał w to uwierzyć, a teczki Reinharda zniknęły. To podstępny lis,

      zdolny do wszystkiego. Pan mnie zna szefie. Gdybym w to nie wierzył, nie byłoby mnie tutaj.

                       Himmler spojrzał swoimi małymi oczkami na Waltera. Powoli jego wyraz twarzy zmieniał się. Znikła wściekłość, a pojawiła się ciekawość.

-    Co pan o tym myśli Schellenberg ?

                       Generał odpowiedział nie mal natychmiast jakby czekał na to pytanie.

-    Panie Reichsführer ja mu wierzę. Już dawno ostrzegałem pana przed tym podstępnym grubasem.

     Ta świnia jest rzeczywiście zdolna do wszystkiego. On już omotał sobie fuhrera tak, że ten je mu

      z ręki jak piesek. „Do wygrania wojny potrzebuje Bormanna” . Słyszał pan te słowa nie raz. To

     pokazuje jak przebiegły jest Bormann. Wkupił się w łaski Hitlera, chodząc za nim krok w krok.

     Moim zdaniem on to zrobił specjalnie żeby być czymś w rodzaju zastępcy wodza. Pamięta pan

     jak mówiłem że nawet feldmarszałkowie mają problem żeby dostać się do Hitlera. Muszą się

     umawiać po przez Bormanna. Już to powinno dać nam do myślenia. Niestety wódz na to nie

     reaguje i to pozwala Martinowi robić co chce. Jeśli jest agentem to rzeczywiście teraz jest

     najlepszy moment na zamach. Nie wiem czy pan czytał mój raport na temat Armii Czerwonej.

     Napisałem tam jasno, że Kurs może być dla nas pułapką. Moi agenci zdobyli wiele danych nie

     tylko z Rosji, ale także z Wielkiej Brytanii która jest w kontakcie z władzami na Kremlu. Jednak

     nie wszyscy na szczęście cieszą się ze współpracy z komunistami. Mamy tam nawet wśród

     wyższych wojskowych takich którzy nienawidzą tego barbarzyńcy z wschodu obawiając się, że

     jak pokona nas to ruszy na Europę. Nas także nie lubią, ale poprzez pośrednie osoby możemy

     sporo się dowiedzieć.  A rzeczywiście ostatnio chodzą słuchy, że fuhrer po rozmowach z von

     Mansteinem, von Kluge, Modelem, Guderianem a także kilkoma dowódcami Luftwaffe  zaczyna

     się wahać. Podobno tylko szef sztabu generalnego Ziegler i ten kretyn Keitel są za atakiem.

     Bormann o tym wie i pewnie nawet on nie potrafi przekonać Hitlera. A podobno Manstein

     zaproponował alternatywne wykorzystanie wojsk zgrupowanych na Łuku Kurskim. Grubas

     doniósł o tym Stalinowi a ten zapewne wściekł się, bo całą planowaną od wielu miesięcy

     pułapkę może szlak trafić. Niech pan mi wierzy, oni nadal boją się nas. Mimo że nauczyli się

     bardzo wiele, nadal ustępują pod względem strategi czy taktyki takim dowódcą jak Manstein,

     Model czy nawet Kluge. Dlatego postanowili nas pobić ilością a nie strategią.

 

 

74

 

     Dla Stalina Kursk  jest największą okazją jaką mieli od początku wojny. Gdybyśmy uderzyli na

     wiosnę, powiedzmy w lutym, marcu to byłaby szansa na zwycięstwo. Jednak atak jest ciągle

    odwlekany, a oni wykorzystują to gromadząc coraz więcej wojska. Jednak jeśli Adolf się wycofa

    z ataku i pozwoli przykładowo zrealizować alternatywny plan Mansteina to może się okazać że

    całe ich przygotowania na nic się nie zdadzą. To wystarczający argument żeby wydać

     Bormannowi rozkaz pozbycie się Hitlera.

-    Jest pan tego pewien Schellenberg? - warknął Heinrich.

-    Tak jest panie Reichsführer. To logiczne i ma sens. Jeśli ogołocili inne fronty z wojska, a

      szczególnie z czołgów i samolotów wysyłając wszystko pod Kursk, to teraz już nie mają innego

      wyjścia. No mogą nas zaatakować, ale to bardziej ryzykowne, niż czekać na atak mając potężne

       linie obrony, a za plecami tysiące czołgów.

-     To kurwa oznacza, że mamy niecały tydzień żeby coś zrobić. Inaczej Bormann załatwi najpierw

       fuhrera a potem nas.

                       Po tych słowach nastała chwila ciszy. Przerwał ją szef wywiadu SS.

-    Co pan proponuje Knote? Ma pan jakiś plan?

-    Tak jest panie generale - Pułkownik nachylił się i mówił przez jakieś 30 minut. Ani Schellenberg, ani Reichsführer SS nie przerwali mu ani razu, choć w kilku momentach aż westchnęli a na ich twarzach pojawiło się przerażenie.

                       Kiedy skończył szczególnie na twarzy Himmlera widać było ogromne zdziwienie, ale też podziw. To co usłyszał, było tak niesamowite i szokujące, że odezwał się dopiero po kilku minutach.

-   Pan to mówi poważnie Knote!?

-   Tak panie Reichsführer, to powinno być zrobione już dawno. A takiej okazji możemy już nie

     mieć. A to co mówiłem, jest prawdą. Jak pan wie, rodzina mojej żony to stara szlachta pruska.

     Szczególnie brat mojego teścia Baron Heinze, były pułkownik i bliski współpracownik generała

     Ludendorfa zna większość naszych generałów. Rozmawiałem z nim wiele razy. On twierdzi to

     samo co generał Schellenberg, a mianowicie że wynik wojny z Rosją wisi na włosku. Niestety

      nasz wódz popełnił zbyt wiele strategicznych błędów, wtrącając się do dowodzenia. Teraz też

      chce zaatakować na Łuku Kurskim, wykorzystując większość naszych dywizji pancernych.

      Według Barona to samobójstwo. Według niego jeśli uderzymy wykorzystując prawie całą naszą

      siłę pancerną i przegramy, to już nie zdołamy tych strat w czołgach odrobić i będzie to nasza

      klęska.

 

75

 

      Wtedy pozostanie nam już tylko odwrót i odwlekanie końca. Jeśli prawdą jest, że

      Bormann pracuje dla nich, to jest dla mnie oczywiste że zrobią wszystko żebyśmy właśnie tam

      uderzyli.  Musimy wykorzystać szansę którą nam zsyła los panie Reichsführer. To już nie jest

      walka z barbarzyńcami, jak to na każdym kroku powtarza propaganda naszego ministra

     Goebbelsa. Armia Czerwona okrzepła, nauczyła się walczyć i co gorsza ma coraz więcej

     czołgów, samolotów itd. Czytałem raport generała Schellenberga. Oni produkują w kilka dni tyle

     czołgów i samolotów, ile my w miesiąc. 

                       Szef SS zamknął oczy i długo milczał. Widać było, że słowa pułkownika przemówiły do niego. Himmler wiedział o operacji Cytadela, mało tego, znał niektóre opinie na ten temat. Szczególnie szef wywiadu SS Schellenberg mówił mu kilka razy, że nie jesteśmy gotowi do tak dużej operacji, a jego dane co do możliwości produkcyjnych radzieckiego przemysłu, były tak szokujące, że został wyśmiany.  Mało tego,według niego, nasze nowe czołgi w które tak wierzył Hitler, czyli Panzer V Panthera i Panzer VI Tygrys są co prawda znakomite, ale jeszcze nie dopracowane. Wiele z nich psuje się nim dotrze na pole walki. Potrzeba jeszcze kilku miesięcy, żeby je dopracować. Dopiero wtedy staną się rzeczywiście groźne.

-     Czyli co według tego pana wuja przegramy  wojnę? - Himmler wypowiedział te słowa powoli jakby z wysiłkiem.

-     Nie. Tylko musimy zostawić strategię naszym najlepszym dowódcom, a nie amatorowi,

       któremu się wydaje, że jest Napoleonem – po tych słowach szef SS zrobił wielkie oczy i już miał wybuchnąć, jednak Knote mówił dalej.

-    Też tak myślę – wtrącił Schellenberg i dodał.

-     Słyszałem plotkę, że fuhrer chce się pozbyć Mansteina, bo ma go już dosyć. Czy pan to

       rozumie???? Pozbyć się najlepszego stratega w niemieckiej armii. Manstein powinien być

      dowódcą całego frontu wschodniego, a za chwilę nie będzie go wcale. Nasz wódz

      zdymisjonował już wielu znakomitych dowódców takich jak  von Leeb, von Bock, czy

      choćby Guderian. Tak się nie da wygrać tej wojny. Musimy wykorzystać okazje, podstawić

      Schulza i naprawić to co nasz wódz zepsuł. Inaczej jak twierdzi wielu za rok, najdalej dwa

      będziemy mieli Armie Czerwoną w Berlinie.

                       Himmler patrzył obu swoich rozmówców z szeroko otwartymi oczami.  To co proponował jego podwładny było spełnieniem jego najskrytszych marzeń. Mimo wszystko bał się. Jak plan się nie powiedzie, to będzie katastrofa. Co prawda sam już kilka razy rozważał pozbycie się Hitlera i przejęcie władzy, ale jak na razie były to tylko rozważania, a nie konkretna akcja.

 

76

 

Teraz nie było już wyjścia. Mógł co prawda iść z tymi dokumentami do fuhrera, ale był pewien, że Adolf mu nie uwierzy i pomyśli, że Heinrich chce się pozbyć Bormanna.

                       Reichsführer nie mógł się zdecydować. To wszystko odbyło się zbyt szybko, nie było czasu na spokojne zastanowienie. Szef SS zamknął oczy i zamarł. Widać było, że myśli bardzo intensywnie. Trwało to kilka minut gdy wreszcie otworzył oczy i rzekł stalowym, władczym głosem.

-    Generale..... - Himmler spojrzał na szefa wywiadu SS.

                       Generał pokiwał tylko głową.

-    Knote ma rację. Musimy działać, inaczej stracimy wszystko od Niemiec, po nasze życie.

                       Reichsführer SS Heinrich Himmler westchnął bardzo głęboko, po czym bardzo cichym głosem powiedział.

-   Zgoda Knote, niech pan zaczyna działać. Aha a ten no..... Schulz da radę?

-   Tak! Widziałem go w akcji. Jest doskonały. Zresztą już kilka razy zastępował fuhrera i nikt,

      nawet osobista ochrona wodza się nie zorientowała.

-    A Hauser i jego oddział?

-    Są tu w Berlinie, ściągnąłem ich tak profilaktycznie, gdyby były jakieś problemy. Teraz

      przydadzą się idealnie.

                       Himmler pokiwał z aprobata głową. Major Hans Hauser dowodził najbardziej elitarnym zespołem w całym SS. Ten były spadochroniarz został jeszcze w 1939 roku ściągnięty do  SS i wykorzystywany w najbardziej tajnych i niebezpiecznych akcjach. Jak do tej pory spisywał się znakomicie. Jego oddział liczył co prawda tylko czterdziestu ludzi, ale byli to najlepsi z najlepszych. Hauser sam osobiście dobierał żołnierzy. Niektórych ściągał z frontu wschodniego, a nawet z Afryki. Reichsführer bez wahania podpisywał każdy rozkaz dotyczący tej jednostki. Teraz pułkownik Knote chciał wykorzystać ten elitarny oddział w Poznaniu.

-    Zaczynamy operację, nazwiemy ją „Zamek”. Tylko czy zdążymy?

-    Mamy cholernie mało czasu. Tydzień na całą akcję. Jednak jak już zaczniemy to nie będzie

     odwrotu. Za pańskim pozwoleniem dobiorę sobie kilku ludzi do pomocy. Gdyby ktoś się pytał,

     to powiem, że dostaliśmy  ostrzeżenie o możliwym zamachu Armii Krajowej na fuhrera w

     Poznaniu. To mi da wolną rękę i żadne działania nie będą podejrzane.

-    Dobrze niech pan działa Knote. Ja przeniosę się do innego pokoju, a ten mój niech sprawdzą

      bardzo dokładnie.

 

 

77

 

-    Jeśli mogę coś doradzić, to teraz lepiej tego nie robić. Niech wszystko wygląda normalnie. Mało

      tego, niech pan powie kilka razy na głos, że dostaliśmy wiadomość o możliwej akcji polskiego

      podziemia. To mi ułatwi działania, a nawet je uwiarygodni.

-    Tak. Ma pan rację. Zostawimy to na później. Czyli jak powiedział Cezar: „Kości Zostały

      Rzucone”

-    Jeszcze jedna rzecz …...... - Knote jakby zawahał się.

-    Czy Bormann będzie towarzyszył fuhrerowi w Poznaniu?

-    Z tego co wiem tak

-    To będzie trzeba go...... zneutralizować nim się połapie co robimy

                       Himmler spojrzał głęboko w oczy swojemu rozmówcy.

-    Knote wie pan co to oznacza......

-    Wiem, nie będzie już odwrotu

-    Niech Hauser osobiście się tym zajmie. Obstawę usunąć, a Bormanna przewieźć gdzieś i ukryć.

     Jak nasz plan się powiedzie to pomyślimy co z nim zrobić.  Niech go pilnują, ale ma być

     żywy. Jeśli jest rzeczywiście agentem, to już nasi ludzie wyciągną z niego wszystko. A wtedy

     mam nadzieje, że wyłapiemy całą siatkę. 

-         Tak jest panie Reichsführer

 

                                                       Koniec rozdziału I

 

Dziękuje za przeczytanie tego dłuższego odcinka. Pomyślałem sobie że ze względu na święta, kiedy mamy trochę więcej czasu dam dwa odcinki naraz. Mam nadzieję że pomysł spodoba się wszystkim moim czytelnikom.

Z okazji świąt wszystkim życzę zdrowia, spokoju, radości. Niech spełnią się wszystkie nawet te bardzo skryte marzenia zarówno osobiste jak i zawodowe.

Autor

Ireneusz Piątek


avatar
O autorze: historyk

DODAJ KOMENTARZ

Imię i nazwisko:

Adres email:


Tysiąc dodać jeden? (odpowiedź liczbowa)


Treść komentarza:

Komentarze (0)

OSTATNIO NA FORUM
Legiony, Rokitna, TG Sokół
22 Lipiec 2017, 10:18
Tworzenie się Europy
20 Lipiec 2017, 23:58
W-Kongresówka?
20 Lipiec 2017, 18:01
PARTNERZY

STATYSTYKI
Użytkowników: 1263
Artykułów: 446
Komentarzy: 209

forum webmasterskie, tworzenie stron www, forum webdesign