Każdy miłośnik historii zna to uczucie. Otwierasz wiekowy, oprawiony w skórę wolumin, a w powietrzu unosi się ten specyficzny, słodkawo-drzewny zapach minionych stuleci. Przesuwasz palcem po pożółkłym papierze, mając świadomość, że dotykasz fizycznego świadectwa przeszłości. Zbiory biblioteczne i archiwalne to jednak coś więcej niż tylko nośniki informacji. To niezwykle złożone, „żyjące” organizmy, które nieustannie reagują na najmniejsze zmiany w swoim otoczeniu.
Każdy miłośnik historii zna to uczucie. Otwierasz wiekowy, oprawiony w skórę wolumin, a w powietrzu unosi się ten specyficzny, słodkawo-drzewny zapach minionych stuleci. Przesuwasz palcem po pożółkłym papierze, mając świadomość, że dotykasz fizycznego świadectwa przeszłości. Zbiory biblioteczne i archiwalne to jednak coś więcej niż tylko nośniki informacji. To niezwykle złożone, „żyjące” organizmy, które nieustannie reagują na najmniejsze zmiany w swoim otoczeniu.
Jak sprawić, by przetrwały kolejne stulecia? Współczesna opieka nad dziedzictwem piśmienniczym przypomina dziś bardziej zaawansowane laboratorium niż zakurzoną bibliotekę z dawnych powieści. Odeszliśmy od historycznych mitów i intuicji, stawiając na rygorystyczną naukę.
Niewidzialni wrogowie na półce, czyli potęga mikroklimatu
Dla starej księgi niewłaściwe otoczenie jest jak powolna trucizna. Zgodnie z bezlitosnymi zasadami chemii, ciepło drastycznie przyspiesza tempo degradacji materii. Wyobraź sobie, że podniesienie temperatury w pomieszczeniu z zaledwie 20°C do 21,1°C przyspiesza starzenie się celulozy aż 2,5-krotnie! Z tego powodu najcenniejsze, rzadkie starodruki w czytelniach utrzymuje się w rygorystycznym przedziale 18°C–21°C. Z kolei obiekty o najwyższym ryzyku zniszczenia zamyka się w chłodniach, gdzie termometry wskazują zaledwie 4°C–10°C.
Równie potężnym, choć cichym niszczycielem są wahania wilgotności. Stary pergamin, papier czerpany czy skóra introligatorska wprost „oddychają” otoczeniem – nieustannie pęcznieją i kurczą się, chłonąc lub oddając wodę z powietrza. Ten nieustanny mikro-ruch tworzy potężne naprężenia wewnątrz książki. Grzbiety pękają, kleje kruszeją, a strony wręcz wyrywają się z opraw.
Bezpieczna przystań dla książki to wilgotność (RH) na poziomie 40–55%. Jeśli powietrze w twoim domu jest zbyt suche (poniżej 40%), skóra na oprawach zamieni się w łamliwą skorupę. Jeśli jednak zapanuje wilgoć przekraczająca 60%, uruchomi się biologiczny koszmar. Uśpione w papierze zarodniki pleśni obudzą się do życia, trawiąc zabytek i pozostawiając rdzawobrązowe plamy.
Tykająca bomba z XIX wieku – cicha śmierć z zakwaszenia
Gdybyśmy zapytali konserwatora o największą tragedię w historii nowożytnego piśmiennictwa, z pewnością wskazałby na połowę XIX wieku. Wraz z rewolucją przemysłową i masowym głodem na książki oraz gazety, wprowadzono tańszy papier ze ścieru drzewnego. Włókna zaklejano w środowisku kwaśnym przy użyciu ałunu i kalafonii. Nikt wtedy nie wiedział, że do miliardów książek wprowadzono gen samozagłady.
W obecności naturalnej wilgoci z powietrza w papierze rusza proces kwasowej hydrolizy. Papier dosłownie trawi sam siebie – żółknie, traci elastyczność i staje się tak kruchy, że w skrajnych przypadkach pęka przy samej próbie odwrócenia strony.
Walka z tym zjawiskiem to jeden z największych triumfów polskiej nauki konserwatorskiej (tu ogromne zasługi położył m.in. prof. Władysław Sobucki). W wiodących polskich bibliotekach zainstalowano potężne, futurystyczne komory w których tysiące książek poddaje się iniekcji związków alkalicznych. Kwas zostaje zneutralizowany, a w strukturze papieru powstaje „bufor bezpieczeństwa”, chroniący go na przyszłość. Proces ten cudownie „zamraża” rozpad, choć musimy pamiętać – nie odbuduje już zerwanych wiązań mechanicznych osłabionej kartki.
Mit białych rękawiczek. Dlaczego Hollywood kłamie?
Ten utrwalony w popkulturze widok przyprawia prawdziwych ekspertów o ból głowy. Z perspektywy czołowych instytucji dziedzictwa (jak Biblioteka Kongresu USA czy British Library) biała bawełna to jeden z największych wrogów starych dokumentów!
Dlaczego? Gruba bawełna drastycznie odbiera nam zręczność i to, co najważniejsze – czułość dotyku. Nagi opuszek palca natychmiast wyczuje, kiedy krawędź kruchej karty zaczyna stawiać opór i grozi rozerwaniem. Rękawiczka blokuje ten sygnał. Co gorsza, w skali mikroskopowej bawełna działa jak brutalny materiał ścierny, fizycznie zdrapując z pergaminu delikatne pigmenty i stare inkausty. Działa też jak gąbka, kumulując brud, pot i agresywne detergenty z prania, przenosząc je na kolejne karty.
Zapamiętaj: jedynym bezpiecznym narzędziem do obcowania z historycznym papierem są świeżo umyte i dokładnie wysuszone dłonie.
Od tej żelaznej reguły są jednak mroczne i rygorystyczne wyjątki. Rękawiczki (nitrylowe, nie bawełniane!) zakłada się w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia. Mowa o tzw. „trujących księgach” z epoki wiktoriańskiej, których oprawy barwiono tzw. zielenią Scheelego – pigmentem zawierającym śmiertelny arszenik. Rękawice chronią również przed wykwitami toksycznych grzybów oraz są niezbędne przy pracy z dawną fotografią (dagerotypami czy kliszami szklanymi), gdzie nawet mikroskopijna kropla ludzkiego potu może wypalić nieodwracalny ślad na srebrowej emulsji.
Jak mądrze dbać o domowe zbiory?
Dziś do czyszczenia używa się wyłącznie miękkich pędzli i specjalistycznych odkurzaczy z filtrami HEPA (często przez barierę z siatki, by nie zassać luźnych fragmentów druku). Gdy struktura starej książki ulegnie uszkodzeniu, amatorzy często sięgają po biurową taśmę klejącą. To dla zabytku wyrok śmierci – syntetyczne kleje wżerają się w papier, pozostawiając tłuste, nieusuwalne plamy.
W profesjonalnych pracowniach ratunek wygląda zupełnie inaczej. W przypadku rekonstrukcji rozdarć, uzupełniania ubytków czy dublowania osłabionych składek, standardem są papiery japońskie do konserwacji. Wykonane najczęściej z łyka krzewu kozo, posiadają niesamowicie długie i elastyczne włókna. Dają one potężną wytrzymałość przy zachowaniu minimalnej wagi i niezwykłej przezroczystości, stapiając się wizualnie z naprawianą kartą.
Ochrona domowej czy muzealnej kolekcji to także odpowiednie opakowania z atestowanej tektury bezkwasowej. Rozwiązania dla pasjonatów historii i instytucji dostarcza CartaPro – dystrybutor profesjonalnych materiałów, od atestowanych teczek i koszulek archiwizacyjnych (zgodnych z normą ISO 9706), po zaawansowane wyposażenie pracowni. Tylko korzystanie ze sprawdzonych materiałów daje nam pewność, że nasza ingerencja nie wyrządzi krzywdy.
Opiekunowie czasu
Książki, które przetrwały rewolucje, wojny i pożary, wciąż toczą najtrudniejszą bitwę – z niewidzialnymi siłami fizyki, chemii i… z ludzką niewiedzą. Dzisiejsza opieka nad dziedzictwem piśmienniczym to piękna, interdyscyplinarna sztuka ratowania pamięci. Sukces nie leży w białych rękawiczkach czy „magicznych” patentach, ale w wiedzy, pokorze i wykorzystaniu najlepszych zdobyczy nauki. Mając tę świadomość, patrząc na pożółkłe tomy na naszych regałach, możemy stać się czymś więcej niż tylko czytelnikami. Możemy stać się odpowiedzialnymi opiekunami czasu.
Źródło: Artykuł sponsorowany