Home Inne Dlaczego mikrofilm to wciąż najlepszy strażnik historii?

Dlaczego mikrofilm to wciąż najlepszy strażnik historii?

przez historyk
0 komentarz

Wyobraź sobie, że cała zawartość potężnej biblioteki mieści się w jednym niewielkim pudełku, a do odczytania ukrytych w nim średniowiecznych manuskryptów i pożółkłych gazet nie potrzebujesz ani prądu, ani skomplikowanych systemów operacyjnych. Wystarczy jedynie źródło światła i szkło powiększające. Właśnie na tym polega magia technologii, która choć ma ponad sto lat, wciąż ratuje nasze dziedzictwo przed bezpowrotnym zniszczeniem.

Czym właściwie jest mikrofilm?

Najprościej rzecz ujmując, to ekstremalnie pomniejszona fotografia. Wyobraź sobie, że robisz zdjęcie XIX-wiecznej gazety, a następnie zmniejszasz je do rozmiaru paznokcia, zachowując przy tym absolutnie każdy, najdrobniejszy detal litery. Te mikroskopijne zdjęcia są układane jedno po drugim na długiej taśmie (najczęściej o szerokości 16 lub 35 milimetrów), przypominającej tradycyjną kliszę z aparatów fotograficznych. Różnica polega na tym, że materiał ten jest niewyobrażalnie wręcz trwały i potrafi pomieścić tysiące stron na jednej małej szpuli.

W dobie smartfonów i chmur danych może się to wydawać krokiem wstecz. Prawda jest jednak brutalna: współczesna cywilizacja generuje najwięcej informacji w dziejach, ale zapisuje je na najbardziej nietrwałych nośnikach w historii. Płyty CD z czasem ulegają utlenieniu, a dyski twarde psują się po kilku dekadach. Paradoksalnie, gliniana tabliczka z czasów Sumerów przetrwała tysiąclecia, podczas gdy e-mail sprzed 15 lat może być już nie do odzyskania. To właśnie dlatego historycy, archiwiści i muzealnicy z całego świata wciąż ufają mikrofilmom.

Kiedy papier obraca się w pył

Dla miłośników historii i osób odwiedzających biblioteki starodruki wydają się wieczne. Niestety, rzeczywistość w muzealnych magazynach bywa dramatyczna. Od połowy XIX wieku, wraz z rewolucją przemysłową, książki i gazety zaczęto drukować na tanim papierze produkowanym z pulpy drzewnej. Zawiera on związki kwasowe, które sprawiają, że z biegiem lat strony żółkną, stają się kruche i dosłownie rozsypują się w pył przy najmniejszym dotyku.

Jak ocalić treść unikalnych pamiętników, ulotek z czasów powstań czy pierwszych wydań ważnych dzieł, gdy sam nośnik umiera? Tu z pomocą przychodzi mikrofotografia. Przeniesienie treści na taśmę filmową pozwala zachować wierny obraz oryginału – wraz z wszelkimi notatkami na marginesach, pieczęciami czy specyficznym układem typograficznym. Oryginał może bezpiecznie spocząć w ciemnej chłodni, chroniony przed niszczącym wpływem światła i ludzkich dłoni, podczas gdy badacze mogą swobodnie analizować jego treść z rolki mikrofilmu.

Gołębie pocztowe i oblężenie Paryża

Historia samego mikrofilmu to gotowy scenariusz na film szpiegowski. Choć koncepcję mikrofotografii opracowano już w 1839 roku, jej pierwsze spektakularne i niezwykle ważne historycznie zastosowanie miało miejsce podczas wojny francusko-pruskiej. W latach 1870–1871 Paryż znalazł się pod brutalnym oblężeniem. Stolica Francji była odcięta od świata, a linie telegraficzne zostały zerwane.

Wtedy to francuski fotograf René Dagron wpadł na genialny pomysł. Dokumenty, listy wojskowe i wiadomości od rodzin fotografował i pomniejszał do mikroskopijnych rozmiarów na cienkich błonach kolodionowych. Pojedyncza błonka, ważąca ułamek grama, mogła zawierać tysiące wiadomości. Zwijano je w ruloniki, wkładano do małych rurek i przyczepiano do nóg gołębi pocztowych, które przelatywały nad głowami oblegających Prusaków. Po dotarciu na miejsce, obraz z błony rzutowano na ścianę za pomocą specjalnych latarni magicznych (tzw. megaskopów) i przepisywano. W ten sposób mikrofilm pomógł utrzymać łączność w ogarniętym wojną kraju.

Skarby Watykanu i widmo zagłady

Prawdziwy test dla mikrofilmu jako strażnika globalnego dziedzictwa nadszedł wraz z wybuchem II wojny światowej. Kiedy bomby spadały na europejskie miasta, obracając w perzynę bezcenne archiwa i biblioteki, intelektualne dziedzictwo kontynentu znalazło się na krawędzi zagłady.

W obawie przed zniszczeniami wojennymi, a później w cieniu narastającej zimnej wojny, Biblioteka Watykańska za pontyfikatu Piusa XII podjęła heroiczną decyzję. Rozpoczęto gigantyczny, trwający dekadę projekt naświetlania swoich najcenniejszych, wielowiekowych manuskryptów na taśmach mikrofilmowych. Kopie bezpieczeństwa, zawierające miliony stron bezcennych tekstów średniowiecznych i renesansowych, przetransportowano statkami do Stanów Zjednoczonych, gdzie z dala od teatru działań wojennych utworzono specjalną bibliotekę. Mikrofilm udowodnił wtedy, że jest jedynym nośnikiem pozwalającym na szybką i bezpieczną ewakuację pamięci całej cywilizacji.

Alchemia przetrwania – dlaczego to działa stulecia?

Dla osoby zafascynowanej historią kluczowe jest pytanie: dlaczego ufamy, że taśma filmowa przetrwa dłużej niż nowoczesny pendrive? Odpowiedź kryje się w niezwykłym, niemal alchemicznym połączeniu dwóch elementów: srebra i poliestru.

Współczesne mikrofilmy archiwalne nie mają nic wspólnego ze starymi, łatwopalnymi taśmami kinowymi. Ich podstawa (baza) jest wykonana z niezwykle wytrzymałego poliestru – materiału obojętnego chemicznie, który nie ulega rozkładowi, nie kurczy się i nie łamie. Z kolei sam obraz – czyli litery starodruków – tworzony jest przez mikroskopijne cząsteczki czystego, metalicznego srebra zatopione w żelatynie. Srebro, jak wiemy z historii antycznych monet i sztućców, jest metalem szlachetnym, wyjątkowo odpornym na upływ czasu. Jeśli taką szpulę zamkniemy w chłodnym, suchym archiwum, badacze szacują jej żywotność na minimum 500 lat.

Co najważniejsze, jest to technologia w stu procentach „pasywna”. Cyberataki, awarie serwerów, brak prądu czy nawet impuls elektromagnetyczny (EMP) są dla mikrofilmu zupełnie niegroźne. Litery wypalone w srebrze po prostu trwają.

Most między minionymi wiekami a ekranem smartfona

Możesz się teraz zastanawiać: skoro mikrofilm to fizyczna rolka ukryta w archiwum, to jak zwykły miłośnik historii z drugiego końca świata ma z niej skorzystać? Tutaj historia spotyka się z nowoczesnością.

Dzisiejsze muzea, instytucje badawcze i genealogiczne stosują podejście hybrydowe. Mając świadomość, że oryginalny, kruchy papier musi leżeć w ciemności, a fizyczna rolka mikrofilmu to doskonała polisa ubezpieczeniowa, instytucje kultury wykorzystują dziś zaawansowany skaner do mikrofilmów, który pozwala przenieść analogowe „srebrne” obrazy wprost do świata cyfrowego. Urządzenia te potrafią błyskawicznie klatka po klatce odczytać starą taśmę i zamienić ją na wysokiej rozdzielczości pliki, które następnie oglądamy w bibliotekach cyfrowych na naszych ekranach.

Ponieważ proces ten wymaga niezwykłej precyzji, ostrożności i specjalistycznego oprogramowania potrafiącego odczytać np. dawną typografię, mniejsze muzea i lokalne archiwa nie robią tego na własną rękę, lecz często zlecają profesjonalne skanowanie mikrofilmów zewnętrznym ekspertom. Dzięki temu nawet najmniejsza kronika parafialna czy regionalna gazeta z XIX wieku, uratowana kiedyś na taśmie, może dziś bezpowrotnie trafić do powszechnego, darmowego dostępu w internecie, podczas gdy jej analogowy oryginał wciąż bezpiecznie leży w skarbcu.

Kapsuła czasu na krańcu świata

Mikrofilm ewoluował w fascynujący sposób i dziś służy nie tylko do utrwalania papieru. Na odległym, norweskim archipelagu Svalbard – w krainie lodu i niedźwiedzi polarnych, tuż obok słynnego Globalnego Banku Nasion – znajduje się Arctic World Archive. To prawdziwa współczesna kapsuła czasu.

W głębokiej wiecznej zmarzlinie, bezpieczne od wojen, zmian klimatycznych i upadku sieci energetycznych, państwa i muzea z całego świata deponują swoje najważniejsze cyfrowe skarby. Zdigitalizowane obrazy Rembrandta, kody źródłowe kluczowych programów, czy skany najważniejszych traktatów historycznych są tam zapisywane… na nowoczesnym mikrofilmie. Cyfrowe jedynki i zera są rzutowane na taśmę w formie mikroskopijnych punktów. Jeśli kiedykolwiek nastąpi globalny kataklizm, do odzyskania tych informacji przyszłym pokoleniom wystarczy jedynie światło i soczewka.

W epoce, w której nasze najważniejsze wspomnienia, książki i zdjęcia to jedynie impulsy elektryczne na efemerycznych serwerach, stara technologia mikrofotografii wciąż pełni rolę strażnika naszej cywilizacji. To budujące, że w erze sztucznej inteligencji, to właśnie szlachetne srebro i poliestrowa taśma dają nam jedyną realną gwarancję, że nasza historia przetrwa dla tych, którzy nadejdą po nas.

Źródło: Artykuł sponsorowany

You may also like

Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia. Zakładamy, że się z tym zgadzasz, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. OK Więcej

Polityka prywatności i plików cookie