"Operacja Zamek" Odcinek V

Autor: Markiz Data: 25 November 2016 18:10

Odcinek V

 

Kapitan Konrad Wolltke spojrzał na zegarek. Była prawie piętnasta. Od rozstania wyjazdu Waltera Knote minęło dwie i pół godziny. Czas biegł coraz szybciej, a do Kellera miał jeszcze kawałek drogi. Niestety jak na złość droga którą szedł była pusta. Od kilku minut czekał na jakiś jadący w stronę Berlina samochód. Powoli zaczął żałować że wylądował za miastem. Tam przynajmniej była komunikacja a tu całkiem pusto. Z jednej strony to dobrze, bo nie było patroli itd. , ale co z tego kiedy czas uciekał a on dalej był w Baden.

Nagle jego uwagę zwrócił dziwny pomruk. To był pojazd , ale odgłos silnika nie przypominał samochodu osobowego. Po chwili wszystko się wyjaśniło. Zza zakrętu wyjechały trzy ciężarówki. Konrad natychmiast wybiegł na środek drogi zawzięcie machając rękami. Pierwsza ciężarówka stanęła tuz przed nim z piskiem opon. Jak się okazało należała do SS i zapewne wiozła żołnierzy. Kapitan podszedł do drzwi kierowcy. Siedzący za kierownica sierżant uchylił okno.

- Kapitan SS Schwartz jedziecie do Berlina ?

- Tak jest panie kapitanie ! - głos który dobiegł z szoferki należał do starego weterana, to było słychać.

- Podwieziecie ?

- Oczywiście. Zapraszam do szoferki. Hans zmiataj na pakę. Zrób miejsce – siedzący obok kapral otworzył drzwi i wyskoczył na drogę. Konrad uśmiechał się i wskoczył do środka. Po chwili ciężarówka powoli ruszyła.

- Urlop ? - sierżant zapytał z uśmiechem na ustach.

- Niestety nie. Jadę po dokumenty do centrali SS. A pan sierżancie ?

- Ja byłem w dywizji SS Totenkopf, walczyłem w kotle demiańskim. Pewnie pan słyszał. Ruski okrążyli tam nasze wojska. Nie było łatwo. Ataki szły falami. Setki czołgów atakujących non stop. Nie daliśmy się mimo wielkiej przewagi i 30 stopni mrozu. Aż w końcu dopadli nas i otoczyli. Naszych pięć Panzer IV przeciwko chyba setce ruskich. Broniliśmy się jak Lwy ale w końcu wykończyli nas jeden po drugim. Ja dostałem odłamkami w głowę i pierś, cudem przeżyłem. Koledzy wyciągnęli mnie z płonącego czołgu i nieśli aż do punktu opatrunkowego. Później zabrano mnie samolotem do szpitala, gdzie dostałem Krzyż Żelazny II klasy. Podobno mój czołg zniszczył 12 czołgów ruskich. Szczerze mówiąc nawet nie wiem czy to prawda, bo wszystko działo się tak szybko że nikt nie miał czasu liczyć. Kiedy po 2 miesiącach odzyskałem siły już tam nie wróciłem. Teraz szkole młodych – wskazał ręką na pakę. Właśnie wracamy z poligonu.

33

- Gratuluje odznaczenia, ale miał pan szczęście że wyszedł z tego cało – Konrad był pod wrażeniem tego co mówił podoficer.

- Tak. Kilka centymetrów niżej i straciłbym wzrok. Niech mi pan wierzy takich ciężkich bojów jak tam nie pamiętam, a walczyłem w Polsce, Francji i od początku wojny z ruskimi. Oni tam szli jak wariaci nie zważając na nic. Nawet jak niszczyliśmy im jeden czołg po drugim atakowali tak długo aż nie padli wszyscy. I tak dzień po dniu. Jednak trafili na nas a my z Waffen SS nie dajemy łatwo za wygraną. Musieli za każdy metr płacić krwią. Za każdy nasz czołg oni tracili pięć, czasem nawet dziesięć, ale szli dalej – sierżant był dobrym mówcą tak więc kapitan mógł się choć trochę odprężyć przed tym co go czeka. Na chwilkę zamyślił się, tak więc nie usłyszał pytania które zadał podoficer.

- Panie kapitanie !! - dość głośny ton pozwolił mu się ocknąć.

- Tak sierżancie.

- Pytałem czy jedzie pan do centrali SS ?

- Tak, ale najpierw chciałbym odwiedzić kolegę, korzystając z okazji. Mieszka na placu

Wilhelma.

- O to się dobrze składa, mogę pana podwieś bardzo blisko. Będzie kawałek do przejścia. Dalej nie chciałbym jechać bo bliżej centrum jest pełno patroli.

- Rozumiem i dziękuje – Konrad zganił się w myślach za brak koncentracji. Postanowił już się nie odzywać. Po kilku minutach ciężarówka stanęła, kapitan jeszcze raz podziękował podoficerowi i wysiadł. Rzeczywiście do placu Wilhelma było blisko raptem kilka ulic. Spojrzał na zegarek . O dziwo minęło zaledwie trzydzieści minut od wyjazdu z lotniska. Czyli od momentu kiedy Walter wyjechał z Poznania minęły trzy godziny. Musiał się pospieszyć. Jednak najważniejsze to nie wpaść na jakiś patrol. Tak blisko celu byłoby to już kpiną. Konrad ruszył szybszym krokiem ale nadal rozglądał się na boki. Na szczęście oprócz kilku bawiących się dzieciaków i może dwóch starszych przechodniów nie dostrzegł nigdzie żandarmerii. Po jakiś piętnastu minutach zatrzymał się wszedł na plac Wilhelma.

Niestety od razu dostrzegł stający po drugiej stronie trzy osobowy patrol pod dowództwem sierżanta. Keller mieszkał pod numerem piętnastym, a on stał przy dwunastym. Miał szczęście bo wyglądać na to że zdąży dojść i zadzwonić. Ruszył tym razem powoli, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Naraz zobaczył jak jakiś żołnierz wychodzi w bocznej uliczki. Patrol natychmiast skierował się do niego. To dawało przynajmniej kilka minut. Stanął przed numerem piętnastym i zadzwonił. Przez chwilę która wydawała się mu bardzo długa nikt nie otwierał.

34

Już chciał nacisnąć drugi raz kiedy drzwi się uchyliły i zobaczył kobietę na oko może trzydziestoletnią.

- Tak – głos był władczy i stanowczy.

- Czy zastałem majora SS Kellera ?

Kobieta uniosła brwi. Nie odpowiedziała od razu. Minęła chwila zanim zapytała dość ostrym głosem.

- Męża nie ma w domu. A kim pan jest ?

- Nazywam się Konrad Wolltke. Pracuje w poznańskim Gestapo. Przysyła mnie kuzyn Walter Knote. - kiedy kapitan wymienił to nazwisko kobieta jakby lekko drgnęła.

- A może pan to jakoś udowodnić? - zapytała szybko, jak na gust kapitana za szybko. Musiała być bardzo podejrzliwa, że zareagowała tak szybko.

- Walter kazał mi zapytać o jakąś Gertrudę, przez którą pani mąż miał zgolić swojego ulubionego wąsa – po tych słowach pani Keller uśmiechnęła się.

- Tak zgadza się. Mąż założył się o coś z pułkownikiem i przegrał. Wierze że przychodzi na od Waltera. Proszę wejść – po tych słowach cofnęła się w głąb korytarza. Nagle stanęła i wpatrzyła się w twarz Konrada.

- Jest pan jego kuzynem ? Aha....... coś pamiętam. Służył pan chyba tu w Berlinie ?

- Tak, ale krótko, nie cały rok. Później kuzyn załatwił mi przeniesienie do Poznania – mówiąc to szybko wszedł do środka. Zrobił to tak szybko, że aż wpadł na kobietę, ale ta tylko uśmiechnęła się.

- Pani Keller proszę wybaczy to nagłe najście, ale mam bardzo, bardzo ważne wiadomości które

muszą dotrzeć do Reichsführera SS. Walter kazał mi iść do niego bezpośrednio, albo do generała Schellenberga, ale ja wolałem przyjść tutaj – te słowa kapitana wyrzucił z siebie z prędkością karabinu maszynowego. Pani Keller pokazała mu ręką ze ma wejść do salonu.

- Niech pan zdejmie płaszcz i wszystko mi opowie – jej głos był jakiś szorstki, niezbyt pasował do twarzy pięknej kobiety.

Konrad spojrzał na nią i zaczął się zastanawiać co może jej powiedzieć, przecież wcale jej nie znał. Co prawda majora Kellera też nie, ale jego polecił Knote. Postanowił nie ryzykować.

- Pani Keller …..hm... nie chciałbym pani zawracać głowy to sprawy polit..... - nie zdążył dokończyć, bo Marta Keller nagle spoważniała i rzekła władczym tonem.

- Kapitanie Wolltke, ja nie należę do kobiet które tylko bawią dzieci i czekają z obiadem na męża. Jeśli chce pan pomocy ode mnie proszę mi wszystko powiedzieć. Inaczej nie ruszę nawet

palcem. Czy to jasne ??????????

35

Kapitan westchnął głęboko. Ta kobieta była rzeczywiście inna niż choćby jego żona, która rzadko pytała go o to co się dzieje w jego pracy. Kiedy jednak spojrzał w jej oczy zobaczył

taką determinację że zdecydował się powiedzieć jej to wszystko co usłyszał od Waltera. Mówił jakieś piętnaście, może dwadzieścia minut. Pani Keller nie przerywała, choć kilka razy dostrzegł na jej twarzy wyraz najwyższego zdziwienia. Kiedy skończył kobieta wstała i zaczęła się przechadzać wzdłuż pokoju. Pewnie to pomagało jej się skupić. W końcu stanęła tuż przy Konradzie.

- To co pan powiedział jest wręcz szokujące. Gdyby nie fakt że powiedział to panu Knote pewnie bym nie uwierzyła, ale znam Waltera i wiem że to poważny człowiek, a do tego ma wybitny umysł. Mąż często twierdził, że Walter to jedna z najmądrzejszych głów w SS. Czyli rozumiem, że pułkownik jedzie do Berlina samochodem, a pana wysłał samolotem żeby pan wszystko załatwił. Jak go znam musiał być rzeczywiście przekonany że nie ma innego wyjścia. Czas nagli, więc nie będę się zastanawiać co o tym myśleć. Trzeba działać i to szybko. Wiem gdzie

jest mój mąż. Jak zwykle pije piwo w piwiarni dwie ulice stąd. Pójdę tam i go przyprowadzę, a pan niech tu poczeka. I jeszcze jedno. Z tego co wiem Schellenberga nie ma w Berlinie

- O cholera !!!! - wyrwało się Konradowi.

- Tak. To jest problem, ale zobaczymy co na to powie Hans – po tych słowach ubrała się bardzo szybko i wybiegła z domu. Kiedy drzwi się zamknęły Wolltke po raz pierwszy od kiedy wyleciał z Poznania poczuł że jest szansa. Co prawda jak na razie nie mógł narzekać, bo przecież mogło nie być ani majora, ani jego zony. A gdyby dotarł do generała którego jak twierdziła kobieta też nie było, sytuacja stała by się wręcz tragiczna. Co by nie powiedzieć mimo wszystko miał szczęście. Fakt, że udało mu się tu dotrzeć kiedy pierwszy lepszy żandarm mógł go zamknąć dobrze o nim świadczył, choć gdyby nie papier od Himmlera pewnie by lądował w Tempelhof. Konrad był z siebie dumny i teraz poczuł ulgę, wiedząc że kiedy zjawi się major Keller, to on będzie podejmował decyzję.

Nagły hałas wyrwał kapitana z zamyślenia. Do pokoju wszedł wysoki mężczyzna mniej więcej czterdziestoletni, o typowym wyglądzie Aryjczyka. Blond włosy, niebieskie oczy, twarz surowa, ale zdradzająca inteligencję. Mężczyzna stanął tuz przed Konradem, który na szczęście zdążył wstać. Kapitan pamiętał co o Hansie mówił kuzyn „Keller to twardy gość, ale uważaj na niego bo jest czasami zbyt władczy”. Rzeczywiście wyglądał na kawał sukinsyna, przynajmniej takie zrobił pierwsze wrażenie na kapitanie.

- Witam. Major SS Hans Keller. - mówiąc to wyciągnął rękę.

- Kapitan SS Konrad Wolltke.

36

- Żona mniej więcej nakreśliła mi z czym pan przyjechał. To wręcz niesamowite, że ten podły grubas coś takiego wymyślił. Ja w odróżnieniu od mojej zony wierze panu, bo wiem od Schellenberga że jeden z jego ludzi pracujących dla Bormanna doniósł że ludzie Reichsleitera

jeździli do Poznania. Jednak ani generał, ani ja nie zwróciliśmy na to uwagi i jak widać był to nasz poważny błąd. Mam tylko jedno pytanie. Czy Walter powiedział od kogo ma te informacje?

- Nie. Powiedział. Nie pytaj, nie czas teraz na wyjaśnienia.

- Trudno, pewnie dowiemy się od niego. Jak słyszałem Knote jedzie do Berlina ?

- Tak jest – Kapitan spojrzał na zegarek.

- Wyjechał mniej więcej cztery godziny temu.

- Rozumiem. Czyli mamy jeszcze trochę czasu. Jaki podał adres?, gdzie jedzie ?

- Mówił o jakimś dworku na ulicy bawarskiej

- Tak. To ma sens. To mały dworek przejęty przez kontrwywiad. Spotykamy się tam czasami żeby w spokoju omówić jakieś ważne sprawy. Oficjalnie należy do Hrabiego Klausa von Kotter, ale arystokrata jest w Madrycie i dał nam możliwość korzystania z niego. Niestety mamy problem. Generał wyjechał do Magdeburga na zaproszenie jakiegoś muzeum. Postaram się przekazać mu wiadomość, ale minie trochę czasu nim dotrze do Berlina. Tymczasem trzeba działać. Zaraz wykonam kilka telefonów - Keller odwrócił się i już miał odejść gdy Wolltke zatrzymał go za rękę

- Panie majorze, proszę wybaczyć, ale kuzyn kazał mi przekazać, żeby ani Schellenberg, ani pan nie dzwonił w tej sprawie do nikogo z telefonu domowego, który może być na podsłuchu.

Major zatrzymał się, spojrzał dość ostrym wzrokiem na Konrada.

- Panie kapitanie.... U mnie podsłuch. Ja co tydzień sprawdzam swoje połączenia. To niemożliwe.

- Takie było polecenie Waltera. Będę nalegał, bo on twierdzi że takie szczegóły już nie raz uratowały mu tu cytat „dupsko”.

Keller uśmiechnął się, ale też pokiwał głowa.

- Widzę, że szybko się pan uczy. Choć sam fakt że dotarł pan tu bez rozkazu wyjazdu, a do tego samolotem wskazuje że ma pan coś w sobie z genów pułkownika. Dobrze. Tuż obok jest Apteka, prowadzi ją mój znajomy, zadzwonię od niego. Marta, Ty zostaniesz , bo czasami może tu trafić

Knote. Ja jak wszystko załatwię wezmę kapitana i pojedziemy do dworku i tam poczekamy na pułkownika.

- Ale ja......... - żona majora tylko tyle zdążyła powiedzieć.

- Wybacz nie tym razem, sprawa jest zbyt ryzykowna. A po drugie ktoś zaufany musi tu być – głos Hansa był twardy i zdecydowany. Widać było, że nie chce ryzykować.

37

- Dobrze. Ale masz tu dzwonić !!!!

- Będę. Niech pan poczeka. Zaraz wracam i jedziemy.

- A co z Himmlerem ? - wyrwało się Konradowi.

- Na razie nic. Ja to nie Schellenberg który wchodzi do jego gabinetu jak do swojego. Nie mogę tam iść, bo zbyt wielu ludzi dowiedziałoby się, że człowiek generała nagle odwiedza samego szefa SS i do tego Himmler z nim wychodzi. To za wysokie progi dla mnie. Musimy poczekać

na generała. On już to załatwi. A do tego na niego już nawet w sekretariacie nie zwracają większej uwagi.

- Rozumiem. Aha przypomniało mi się coś. Walter wspomniał że major Libke pracuje dla Bormanna

- Libke !!!!!!!!!!!! A to świnia!!!! A Heinrich traktuje go jak najbliższego współpracownika. Kurwa nie ma już wierności. Przekaże to generałowi i gwarantuje panu że ten pan bardzo szybko trafi na front wschodni – po tych słowach dosłownie wyleciał z pokoju, a kapitan usiadł nic nie odpowiadając.

- Napije się pan kawy ? - słowa zaskoczyły go, bo dopiero słysząc je zdał sobie sprawę, że tak naprawdę nic nie jadł, ani nie pił od rana.

- Dziękuje. Bardzo chętnie

- Niech pan się nie martwi. Hans potrafi działać szybko i skutecznie. Pan go nie widział w akcji, ale Walter mógłby o tym mówić godzinami. Oni tworzą dobrą parę. Pana kuzyn ma umysł operacyjny, a mój mąż taktyczny. Jeden tworzy coś, a drugi to wykonuje. A teraz jak znam życie Hans postawi na nogi połowę kontrwywiadu w Berlinie.

- Może to zrobić ? - wyrwało się kapitanowi, który jakoś nie mógł uwierzyć że Keller mający dość niski stopień może takie rozkazy wydawać.

- Tak. Jak nie ma Schellenberga, to praktycznie mój mąż rządzi w kontrwywiadzie. Oni wiedzą, ze cokolwiek zrobi generał to zatwierdzi. Niech pana nie zwiedzie niski stopień męża. On jest czymś w rodzaju prawej reki szefa, więc nikogo nie dziwi że w jego imieniu wydaje rozkazy. Zresztą podejrzewam że dzisiaj po prostu wyda polecenia w jego imieniu. Jeśli to co panu powiedział Knote jest prawda, to nie ma czasu na pierdoły. To nasze być albo nie być. Pan

pewnie myśli tak samo ?

- Tak oczywiście. Mało tego, ja znam kuzyna od lat i zawsze był uosobieniem spokoju i pewności siebie. Ale teraz proszę mi wierzyć widziałem w jego oczach strach, chociaż starał się tego po sobie nie okazywać. Pierwszy raz odkąd go znam.

38

Widziałem że stara się myśleć logicznie, ale to nie był ten człowiek którego znałem od lat. Zresztą wcale mnie to nie dziwi, że się boi bo mamy za przeciwnika Bormanna który jest teraz jak twierdził kuzyn bliżej Hitlera niż Himmler. To powoduje, że każdy nasz ruch musi być przemyślany, bo czas gra na jego korzyść. Walter powiedział cytuje „igramy z samym diabłem”.

- Ma pan rację, bo ja sama jakoś nie mogę patrzeć na Martina. Jest w nim coś co wywołuje mrowienie skóry i sprawia że nie lubi się tego człowieka nawet go nie znając. Miałam kilka razy okazję stać dość blisko i powiem szczerze czułam strach, a nie łatwo mnie wystraszyć. Dziwi

mnie tylko dlaczego nasz fuhrer ma takie zaufanie do tego typa.

W tym momencie do pokoju wpadł major Keller.

- Wszystko załatwiłem. Zaraz tu będą dwa samochody z moimi ludźmi, a dwa inne wysłałem żeby znalazły pułkownika i pilotowały go aż do pałacyku. Tym razem idziemy na całego. Kazałem im zabić każdego kto im stanie na drodze, bez względu dla kogo pracuje. Dodzwoniłem się też do muzeum więc generał powinien na chwilkę wyjechać. Niech pan się ubiera ruszamy na bawarską i mam tylko nadzieję że dojedzie tam tez pułkownik. Na wszelki wypadek kazałem całą okolice obstawić i nie przepuszczać nikogo bez mojej zgody. Co do Waltera nie ma obawy szef grupy go zna. Jeszcze jedno. Ma pan broń ?

- Nie. Bałem się brać żeby nie wydało się dziwne podczas jakieś kontroli.

- I bardzo słusznie. Niech pan weźmie moją, mam w samochodzie jeszcze dwa, a do tego kilka MP 40 i chyba z dziesięć granatów. Ruszamy na wojnę panie kapitanie. Teraz to już walka na całego. Albo grubas, albo my – mówiąc to podał swoje Parabellum Konradowi. Ten schował je do kieszeni.

- Marta, gdyby dzwonił Schellenberg powiedz tylko kod Bawaria pilne i odłóż słuchawkę. On zrozumie. Może rzeczywiście telefon jest na podsłuchu, a taka wiadomość nic nikomu nie da. Na wszelki wypadek zamknij drzwi na klucz i nie otwieraj nikomu kogo nie znasz.

- Wiem Hans, nie martw się dam sobie radę – mówiąc to dała mężowi policzek który ten ucałował.

- Gotowy???

- Tak jest!

- To idziemy

Konrad ruszył w stronę drzwi, ale po chwili zatrzymał się i odwrócił.

- Przepraszam pani Marto że narobiłem kłopotów, ale mam nadzieję że kiedyś spotkamy się wszyscy w innej sytuacji.

39

- Niech pan nie przeprasza, bo gdyby pan tu nie dotarł nie wiedzielibyśmy co się święci w Poznaniu, a jeśli to prawda to wielce prawdopodobne, że właśnie uratował pan życie mnie i mojemu mężowi. Powodzenia – kobieta posłała mu wymuszony uśmiech.

- Do widzenia

Po kilku minutach siedzieli w samochodzie. Nagle jakiś inny samochód zaświecił dwa razy światłami.

- Dobra moi ludzie już są. Jedziemy. Oni będą nas strzegli. To najlepsi ludzie jakich zdołałem tak szybko ściągnąć, ale proszę mi wierzyć nie dadzą się łatwo oszukać, ani podejść. Jak tylko ktoś będzie próbował za nami jechać zostanie zlikwidowany bez skrupułów. Ci ludzie wiedzą że

mają strzelać nie pytać. Na pytania już nie mamy czasu.

Kapitan po tych słowach już wiedział że Keller postanowił dotrzeć do dworku za wszelką cenę i raczej nikt nie powinien mu w tym przeszkodzić, a patrząc jak działa pochwalił się w duchu za pomysł przyjazdu do tego oficera. Widać było, że to prawdziwy profesjonalista i że cały czas wie co robi. A pomysł żeby wysłać ludzi do ochrony pułkownika wydał mu się znakomity. On sam jakoś na to nie wpadł. Z drugiej strony Konrad zdał sobie nagle sprawę, że teraz już wszedł na coś w rodzaju pola minowego. Każdy następny krok może go kosztować życie.

Jechali kilka minut gdy nagle do usłyszeli pisk opon i strzały.

- A jednak miał pan rację. Te kutasy z Gestapo musiały obserwować mój dom, a jeśli tak to pewnie i telefon jest na podsłuchu. Kurwa jak przyjedzie generał trzeba będzie zrobić z tym porządek. Dawno już mówiłem żeby ich likwidować, ale Schellenberg rzadko wyrażał na to zgodę. Ale to ja mam rację. Im się wydaje że Berlin należy do nich.

- Strzelacie do nich ? - Wolltke był bardzo zaskoczony słowami majora.

- Panie kapitanie. Może wy tam w Poznaniu żyjecie sobie spokojnie. Tutaj jest wojna, prawdziwa wojna. Jeszcze trzy, cztery lata temu były trzy organizacje które walczyły o panowanie w Berlinie: Abwehra, Gestapo i my. Teraz wywiad wojskowy już prawie się nie liczy. Tak potężny niegdyś jego szef admirał Canaris został już praktycznie zniszczony przez SS tak ogólnie mówiąc. Jego pozycja w hierarchii III Rzeszy spadła bardzo, a tym samym jego ludzie już nam nie wchodzą w drogę. Zresztą wielu jego oficerów albo przeszło do SS, albo poprosiło o przeniesienie do jednostek liniowych. A niektórzy po prostu starają się przeżyć nie narażając się zbytnio. Teraz naszym wrogiem jest Gestapo. Pan zapewne wie, że mój szef nienawidzi Mullera  jak psa, uważa go za kretyna. To musi się przekładać na ludzi pracujących dla obu panów – po tych słowach Keller ostro zahamował, tuż przy bramie wjazdowej. W chwilę później podszedł po cywilnemu ubrany człowiek i otworzył ją. Samochód wjechał do środka.

40

- Jesteśmy na miejscu. Tutaj jest pan bezpieczny. Żadna menda z Gestapo nie odważy się tu wejść. Może pan być z siebie dumny, bo właśnie wypełnił pan rozkazy pułkownika Knote.

 

Dziękuję za przeczytanie V odcinka. Zapraszam wszystkich do czytania kolejnych które będą dostępne w każdą kolejną sobotę. Wszystkich którzy przeczytali proszę o choć krótką wypowiedź w komentarzach. Będę bardzo wdzięczny za każda opinię pozytywną czy krytyczną. Powieść jest co prawda już prawie gotowa, ale zawsze mogę coś zmienić.

Autor

Ireneusz Piątek


avatar
O autorze: Markiz

Jego pasją jest historia, a szczególnie okres II wojny światowej. Ma 49 lat. Z wykształcenia jest politologiem. Mieszka pod Poznaniem. Od lat pisze artykuły, recenzje, biografie, testy, starając się przekazać swoją wiedzę na temat tego strasznego konfliktu i dziedzictwa który po sobie pozostawił. 

DODAJ KOMENTARZ

Imię i nazwisko:

Adres email:


Tysiąc dodać jeden? (odpowiedź liczbowa)


Treść komentarza:

Komentarze (0)

OSTATNIO NA FORUM
Strażnicy Sejmu RP z bronią ostrą?
16 Listopad 2017, 21:18
Czechosłowacka broń czasów UW
8 Listopad 2017, 13:04
Cauldron
6 Listopad 2017, 23:44
PARTNERZY

STATYSTYKI
Użytkowników: 1714
Artykułów: 463
Komentarzy: 245

forum webmasterskie, tworzenie stron www, forum webdesign