Zjawisko sportu na łamach „Kuriera Warszawskiego” w 1912 roku. Część 2.

Autor: LUKO Data: 29 June 2016 16:17

   W 1912 roku sport na łamach „Kuriera Warszawskiego” znajdował się w dużej mierze w stałej, niewielkiej rubryczce „Ze sportu”. Nazwa ta była napisana niezbyt dużą, ale w miarę widoczną czcionką. Rubryka ta umieszczona była niemal na samym końcu gazety. Objętość jej na ogół była nieduża, aczkolwiek zdarzało się, że w ciągu jednego dnia pojawiało się kilka dłuższych informacji i mogła przekroczyć nawet jedną szpaltę.

Częstotliwość występowania w „Kurierze Warszawskim” rubryki „Ze sportu” w 1912 roku.
Miesiąc. I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII
Liczba dni w miesiącu. 31 29 31 30 31 30 31 31 30 31 30 31
Liczba dni w miesiącu, w których pojawiała się w "KW" rubryka "Ze sportu". 14 19 29 27 28 30 30 30 26 19 14 6

 

 

 

 

   Jak widać rubryka ta pojawiała się bardzo często, zwłaszcza w miesiącach letnich, gdzie odbywało się dużo imprez i rozgrywano wiele zawodów. Pod koniec roku widać znaczny spadek, ale ma to związek z niewielką wówczas ilością zawodów i zdominowaniem gazety informacjami o toczącej się wojnie na Bałkanach. Warto jednak zastrzec, że dane te obejmują łącznie w większości dni zarówno wydanie wieczorne jak i dzienne, a zdarzało się, że rubryka zamieszczona była tylko w jednej edycji w ciągu dnia. Chodziło mi tu jednakże o pokazanie, że informacje o sporcie pojawiały się niemalże codziennie (z wyjątkiem początku i końcówki roku).

   Czasem publikowane były oddzielnie duże artykuły na temat sportu, których zawartość omówię w dalszej części pracy. Często pojawiały się na pierwszej stronie gazety albo niemal na samym końcu ogłoszenia graficzne, reklamujące pewne wydarzenia, bądź imprezy sportowe (przykłady podam dalej). Również w ogłoszeniach tekstowych na końcu gazety można było znaleźć informacje dotyczące kupna lub sprzedaży sprzętu sportowego m.in. roweru np. „Rower angielski, Whithworth, drugi Raleigh, prawie nowe, tanio sprzedam. Grzybowska 51”; sanek: „Sanki do sprzedania w fabryce powozów tanio”. Liczba dyscyplin sportowych, o których pojawiały się na łamach „Kuriera Warszawskiego” informacje jak na początek XX wieku jest dosyć imponująca.

   Najwięcej informacji dotyczyło wyścigów konnych. Publikowano zapowiedzi i wyniki gonitw rozgrywanych zarówno w Warszawie, innych miastach na terenie Królestwa Polskiego (w Łodzi, Piotrkowie, Radomiu) i Cesarstwa Rosyjskiego (Moskwa, Petersburg, Wilno), jak i w innych krajach europejskich takich jak Wielka Brytania, Francja czy Austro-Węgry (również na terenie Galicji np. w Krakowie). Ówczesną popularność wyścigów konnych można porównać do tej, jaką dzisiaj cieszy się piłka nożna. Informacje o rekordowych sumach kupna koni można porównać do dzisiejszych hitów transferowych na rynku piłkarskim np. „Niedawno p. J. Mantaszew ustanowił w swoim rodzaju rekord, płacąc za konia dwuletniego ni mniej, ni więcej, jak… siedziemdziesiąt pięć tysięcy rubli!”. W czasie sezonu (od maja do listopada) informacje o gonitwach zdominowały rubrykę „Ze sportu” m.in. „Bieg o nagrodę „Foscari” rb 800 dla 4-letn. 1 st. koni wszystkich krajów. Dystans 2 wiorsty 100 sążni. 1) „Dzielna” F. Jurjewicza i A. hr. Wielopolskiego (ż. Łaks II), 2) „Chrapka” D. Porchowskiego. Wygrane w min. 2 sek. 51 o 2 dług.”. Dodam jeszcze, że wiorsta to dawna rosyjska jednostka długości; na początku XX wieku 1 wiorsta=500 sążni=1,0668 km, 2 wiorsty i 100 sążni to prawie 2 kilometry 350 metrów.

   W Warszawie wyścigi konne rozgrywano od 1887 roku na torze znajdującym się na ulicy Polnej. Przeniesione zostały z Pola Mokotowskiego (tam się odbywały od 1841 roku), aby tor mieścił się bliżej miasta. Plac był oparkaniony, a od 1895 roku widzowie mogli zasiadać na krytych trybunach. Dużą popularnością wśród publiczności cieszył się totalizator.

   Warto zauważyć, że przy okazji rozgrywania wyścigów konnych dochodziło wówczas do różnych skandalicznych wydarzeń. Dowiadujemy się tego na podstawie takiego opublikowanego w „KW” oświadczenia, napisanego przez grono sportsmenów warszawskich: „Dziwne czasem dzieją się rzeczy na wyścigach i omyłki w sądzeniu gonitw, ich wyników i prawidłowości są może nazbyt częste, ale nieuniknione w sporcie, gdzie uwaga sędziów musi być tak naprężona, że w danej chwili zawieść może i dlatego dotychczas w tej materii nie zabieraliśmy głosu. Jednakowoż zdarzają się fakty tak jaskrawe, że zamilczeć o nich niepodobna! Mówimy tu o wczorajszem zdyskwalifikowaniu w „Derby” ogiera „Irona”, który zajął drugie miejsce. Pomijając zupełnie stronę finansową danego przypadku, gdyż stawki w totalizatorze były zwrócone, z punktu widzenia technicznego dyskwalifikacja wydaje nam się zupełnie niesłuszna i niezasłużona. W chwili bowiem, kiedy „Iron” zarzucił się od bata, „Grog” był za nim przynajmniej o 5 długości, mowy zatem być nie może, aby zrzucenie się „Irona” nie wpłynęło na szanse „Groga”, co wszak nawet normalna ustawa, jak sprawdziliśmy, jasno przewiduje, a mianowicie, że o ile koń jest o 2 długości przed swym przeciwnikiem – ma prawo dowolnie obierać sobie dogodne miejsce na torze: fakt zresztą, że zarzucenie się „Irona” nie wpłynęło na szanse „Groga” – podobno stwierdzili jednomyślnie sędziowie, kontrolujący prawidłowość gonitw. Nagrody tego rodzaju, jak Derby, są zbyt poważne, aby w mowie będące niedokładności mogły być tolerowane”. Widać, że już wtedy przy okazji ważnych wydarzeń sportowych zdarzały się kontrowersyjne dyskwalifikacje sportowców. Zdarzenie to miało miejsce przy okazji jednej z budzących spore emocje gonitw – „Warszawskie Derby”, gdzie walczono o 7,5 tysięcy rubli dla zwycięzcy.

   Dalej czytamy: „Zjawiskiem, bijącem w oczy na naszym torze, jest brak koni, a szczególnie stajni krajowych, które z każdym rokiem topnieją. Wydaje nam się, że tego rodzaju rozstrzyganie gonitw nie może zachęcać nikogo do sportu wyścigowego, przeciwnie, niedokładności te, zakrawające częściowo poniekąd na stronniczość, mogą prędzej odstraszyć nawet i tych nielicznych hodowców naszych, którzy jeszcze pozostali. Dyskwalifikacja byłaby słuszna, gdyby dowiedziana została zła wola żokieja: zarzucenie się wszakże konia nie ujawnia złej woli żokieja. Jak przynajmniej należy sądzić z podobnego przypadku na „Cherburgu” żokieja Homera, który wszak za zarzucenie się konia karany nie był”. Poruszone zostały tutaj istotne problemy: większość koni pochodziła wtedy ze stajni rosyjskich, a sędziowie w jakimś stopniu mogli je faworyzować. Konsekwencją tego wydarzenia było wycofanie wszystkich koni przez p. Michała Bersona z warszawskiego toru. Widać, że sędziowanie jakichkolwiek zawodów sportowych od dawna budzi dużo zastrzeżeń i w ciągu stulecia niewiele w tej materii się zmieniło.

Bibliografia:

  • Kieniewicz Stefan, Warszawa w latach 1795-1914, Warszawa 1976.
  • „Kurier Warszawski” 1912.


avatar
O autorze: LUKO

Z wykształcenia jestem historykiem. Specjalizuje się głównie w dziejach najnowszych, interesuje się historią lokalną, utożsamiam się z Warszawą.

DODAJ KOMENTARZ

Imię i nazwisko:

Adres email:


Tysiąc dodać jeden? (odpowiedź liczbowa)


Treść komentarza:

Komentarze (0)

OSTATNIO NA FORUM
Strażnicy Sejmu RP z bronią ostrą?
16 Listopad 2017, 21:18
Czechosłowacka broń czasów UW
8 Listopad 2017, 13:04
Cauldron
6 Listopad 2017, 23:44
PARTNERZY

STATYSTYKI
Użytkowników: 1714
Artykułów: 463
Komentarzy: 245

forum webmasterskie, tworzenie stron www, forum webdesign