Zapach chleba

Autor: Urszula Data: 03 March 2018 19:39

 

 

 

 

 

Moja wieś to zapach chleba pieczonego przez babcię Annę w prawdziwym chlebowym piecu.

Już o świcie pojawiała się w izbie ogromna pękata dzieża. W niej powstawał najpierw zaczyn, potem ciasto sobie spokojnie rosło przy piecu.

— Cicho gołąbeczki — szeptem babcia mówiła, kiedy robiło się głośno. — Ciasto nie urośnie w takim gwarze.

Kucałyśmy na progu i w ciszy nasłuchiwałyśmy, jak ono rośnie.

A kiedy już było gotowe, zaczynało się jego obrabianie. Babcine ręce mocno ugniatały ciasto, słychać było strzelające bąbelki powietrza.

— Kiedy ranne wstają Zorze... — śpiewała i zakręcała dłońmi koła w dzieży.

Potem ciasto lądowało na stolnicy podsypanej mąką i wtedy już mogłyśmy formować krągłe bochny. Wyglądały jak Słońca.

Rosły ułożone w rzędzie na stole, by potem na długiej łopacie mogły wjechać do rozbuchanego ciepłem pieca na rozżarzone drzewne węgle.

Chleb siedział w piecu... jak to babcia mówiła.

A my biegłyśmy do ogrodu po warzywa i zioła. Po obróbce ogrodowizny stawiała na płycie kuchennej gar kartoflanki.

Zapach chleba i zupy mieszał się, wydając najcudowniejszy aromat, który wypełniał każdy kąt małej izby.

— Chlebuś gotowy! — oznajmiała donośnym głosem.

Po chwili wyjmowała rumiane bochenki z pieca i ostrożnie kładła pojedynczo na lnianej serwecie... niech ostygną — uśmiechała się do nich.

Nareszcie można zajadać. Trzymając bochen pod sercem, kreśliła nożem znak krzyża i przeżegnawszy się, dopiero zaczęła odkrawać kromki. Piętka chrupka i smakowita trafiała do najgrzeczniejszego wnuka.

Na stole w misie stało pulchne masło, ucierane poprzedniego dnia wieczorem w maselnicy. Obok kartoflanka dymiła majerankiem. Wkoło umorusane buzie lipcowym Słońcem mlaskały uroczo.

Do dziś pozostały: zapach i tęsknota za minionym dzieciństwem.

 

 

Urszula

DODAJ KOMENTARZ

Imię i nazwisko:

Adres email:



Treść komentarza:

Komentarze (0)

OSTATNIO NA FORUM
PARTNERZY

STATYSTYKI
Użytkowników: 2419
Artykułów: 492
Komentarzy: 298