"Operacja Zamek" Odcinek X

Autor: Markiz Data: 30 December 2016 20:44

Odcinek X

Rozdział II

 

SS-Hauptsturmführer Alfred Spilker.

Sonderkommando IV AS

 

Padał deszcz, a wielkie krople bębniły o dach samochodu. Kapitan SS Alfred Spilker walił wściekle rękami w kierownicę. Spieszył się na spotkanie, a tu strugi wody uniemożliwiały szybszą jazdę. Momentami lało tak mocno, że wycieraczki nie nadążały zbierać wodę. Mimo tego oficer jechał coraz szybciej ryzykując wpadniecie w poślizg. Już kilka razy tył samochodu niebezpiecznie zarzuciło, ale albo Spilker był dobrym kierowcom, albo po prostu miał szczęście, bo udało mu się nie dopuścić do katastrofy. Kapitan jakby na złość temu dodał gazu. Teraz to była już loteria, ale oficer nie zważał na to. Naraz samochodem potężnie zarzuciło kiedy na zakręcie wjechał w dużą kałużę. Esesman obiema rękami trzymał kierownicę starając się wyprowadzić samochód z zakrętu. Udało się więc odetchnął z ulgą. Zwolnił nie chcąc dalej ryzykować. Ostatnie kilometry przebył już znacznie wolniej.
Kiedy dojechał na miejsce było już południe. Deszcz jakby ustawał. Już nie lało a strugi wody zamieniły się w drobne pojedyncze krople. Spilker wysiadł z samochodu i rozejrzał się po okolicy. Ulica przy której zaparkował wydawała się całkowicie pusta. Kapitan nie widział jak okiem sięgnąć nikogo. Trochę go to zdziwiło, ale tu na peryferiach Warszawy nie było takiego ruchu jak bliżej centrum. Kiedy podszedł do płotu ujrzał przyczepiona do deski plakietkę z numerem. Nagietkowa 5. Dom do którego zmierzał miał numer 85, jednak nauczony doświadczeniem stanął kilkaset metrów dalej na samym początku ulicy, tak żeby najpierw się dokładnie rozejrzeć i nie dać się zaskoczyć. Okolica wydawała się typowym przedmieściem, kilka domów, wąskie uliczki i cisza, która aż raziła. W Warszawie zawsze był hałas. Samochody, tramwaje, rowery, riksze, a do tego na chodnikach można było spotkać przechodzących ludzi praktycznie o każdej porze. Tutaj kapitan nie widział nikogo. O dziwo nie słychać było szczekających psów, co było charakterystyczne dla polskiej wsi. Alfred nie lubił psów i czasami miał ochotę zastrzelić takiego ujadającego stwora na miejscu.

Spilker powoli ruszył przed siebie bacznie rozglądając się na boki. Zgodnie z umową przyjechał sam, bez obstawy co było bardzo ryzykownym ale koniecznym warunkiem spotkania. Kapitan zdawał sobie sprawę że teraz idealnie wystawia się na strzał. Wystarczy jeden czy dwóch ludzi na okolicznych dachach żeby go zastrzelić. Miał jednak przeczucie, że to nie nastąpi. Nagle poczuł lekkie mrowienie na całym ciele. Wiedział co to oznacza. Był obserwowany. Mimo tego szedł dalej ufny w to że spokojnie dojdzie pod wskazany adres.

79

Rzeczywiście nic się nie wydarzyło, choć kapitan był pewien że każdy jego ruch był śledzony i to przez kilka par oczu. Kiedy dotarł do furtki z napisem Nagietkowa 85 zobaczył w oknach dwóch domów na przeciwko śledzących go ludzi. Nawet się z tym specjalnie nie kryli. Alfred nacisnął klamkę i otworzył furtkę, po czym skierował się do drzwi. Teraz już nie było odwrotu. Zaryzykował i miał tylko nadzieję że była to dobra decyzja.

Kapitan Alfred Spilker był jednym z najbardziej doświadczonych i wpływowych funkcjonariuszy hitlerowskich służb bezpieczeństwa na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Kiedy niemieckie wojska uderzyły na Rosję, tereny Polski stały się zapleczem armii na kierunku wschodnim i dlatego musiał na nich panować spokój, a rządzący szczególnie na terenie Generalnej Guberni powinny zapewnić bezpieczeństwo nie tylko transportom, ale także przebywającym tu żołnierzom. Hitlerowcy zdawali sobie sprawę z narastającego ruchu oporu i postanowili położyć temu kres. Na tereny Polski skierowano bardzo doświadczonych oficerów Gestapo, Kripo czy Abwehry, a także stworzono specjalne jednostki do walki z polskim podziemiem. Jednym z takich oddziałów była powołana rozkazem RSHA (Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy) w 1941 r. specjalna jednostka Policji Bezpieczeństwa (Gestapo) – Sonderkommando IV AS.

Centrala początkowo mieściła się w Krakowie, lecz na początku 1942 r. przeniesiono ją do Warszawy, wychodząc ze słusznego założenia że to właśnie tutaj ma siedzibę dowództwo

polskich służb podziemnych, a także dlatego że stolica Polski była najbardziej niebezpiecznym dla Niemców miastem.

Szefem Wydziału Specjalnego IV AS (nazywanego potocznie Sonderkommando Spilker) mianowano kapitana SS dr. Alfreda Spilkera, który mimo niskiego stopnia

był doświadczonym oficerem i z tego powodu powierzono mu dowodzenie specjalnym oddziałem policyjno-wywiadowczym, który specjalizował się w rozpracowywaniu kierowniczych ośrodków polskiego ruchu oporu. Sonderkommando Spilker było podporządkowane bezpośrednio dowódcy Sipo i SD na Generalne Gubernatorstwo i to pozwalało mu na działać niezależnie od policyjnych władz dystryktu warszawskiego. Oczywiście bardzo często współpracował z Gestapo, Kripo czy innymi, ale tylko wtedy kiedy wymagała tego sytuacja.

Działalność komanda Spilker była cierniem w oku Armii Krajowej.

Jak wykazywał kontrwywiad prawie każdy sukces w walce z polskim podziemiem był związany z jego działalnością. Postanowiono wyeliminować najgroźniejszego przeciwnika Armii Krajowej. Jednak mimo przeprowadzonych dwóch zamachów szef specjalnego komanda żył nadal. Pierwszy zamach miał miejsce jeszcze w 1942 roku.

80

Czterech ludzi wyznaczonych do tego zadania miało dopaść esesmana podczas wizyty u dentysty. Spilker leczył się u znanego w Warszawie doktora Hansa Krankla, który miał swój gabinet na terenie prywatnej kliniki. Sprawdzono dokładnie na jaki dzień i jaką godzinę był umówiony na wizytę. Członkowie specjalnej grupy wyznaczeni do likwidacji pojawili się udając pacjentów i rozstawili się przy różnych gabinetach, aby nie wzbudzać podejrzeń. Jednak na kilka minut przed dotarciem na miejsce przez Spilkera do kliniki przywieziono jakiegoś niemieckiego pułkownika Wehrmachtu. Nie byłoby w tym nic groźnego gdyby wraz z nim nie przybyło kilku oficerów. Wyglądało na to że oficer albo dostał zawału, albo zasłabł w jednostce i dlatego razem z nim przyjechali jego oficerowie. Nie było sensu przeprowadzać zamachu w takim momencie, gdyż oprócz Spilkera czekałaby ich także walka z kilkoma zapewne zaprawionymi w boju oficerami. Zamach odwołano i przeniesiono na następną wizytę. Jednak oficer SS o dziwo nie pojawił się, mało tego po dłuższej obserwacji gabinetu okazało się że przestał go odwiedzać.

Dwa miesiące później wywiad AK dowiedział się, że Spilker ma kochankę którą odwiedza jak tylko ma wolne popołudnie. Całodobowa obserwacja domu w którym zamieszkiwała owa dama wykazała, że Alfred bywa tam zazwyczaj we wtorki, albo w piątki.

Ta sama grupa wraz z dodatkowym ochraniającym ich oddziałem czekała na znak, że kapitan dotarł na miejsce. Kiedy przybył, śledzący dom zadzwonili z telefonu znajdującego się w położonej niedaleko kawiarni. Grupa już po kilku minutach była na miejscu. Wejście do domu nie stanowiło problemu. Jednak po wejściu okazało się, że w środku nie ma nikogo. Po przeszukaniu domu znaleziono w piwnicy drzwi pozwalające przejść do sąsiedniego domu.

Tymi drzwiami Spilker wraz z właścicielką domu uciekli prawdopodobnie tuż po tym jak grupa akowców weszła do mieszkania. Te dwa nieudane zamachy postawiły na nogi kontrwywiad Armii Krajowej, gdyż wszystko wskazywało na to, że kapitan ma kogoś w komendzie głównej, kto go ostrzegał tuż przed akcją. Jednak wdrożone śledztwo nie przyniosło rezultatów, a jedynym efektem było zawieszenie wykonania wyroku do czasu wyjaśnienia sprawy przecieków.

Kapitan musiał wiedzieć o planowanych zamachach i dlatego udało mu się uciec mimo że obstawiono dość dobrze okolice. Nikt jednak nie przypuszczał że esesman może tak spokojnie przemieścić się do sąsiada. Mało tego wyglądało to tak jakby chciał sobie zadrwić z polskiego podziemia, będąc dzięki swoim informacją zawsze o krok do przodu. Niestety czas pokazał że rzeczywiście Spilker ma kogoś wysoko postawionego w szeregach polskiego podziemia, gdyż jego oddział wraz z Gestapo zrobił naloty na kilka lokali w których albo spotykali się członkowie AK, albo też były magazyny uzbrojenia czy innych zapasów.

81

Aresztowano kilkunastu ludzi, którzy trafili albo na Szucha do siedziby Gestapo, albo do więzienia na Pawiak.

Sytuacja wyglądała bardzo groźnie, gdyż trzeba było zlikwidować inne magazyny, czy zmienić miejsca spotkań, ponieważ zawsze istniała obawa że ktoś może nie wytrzymać tortur które powszechnie stosowano na Polakach, szczególnie podejrzanych o działalność w podziemiu. Wymagało to wielu ryzykownych akcji, szczególnie przy przenoszeniu broni. Na szczęście ostatnio nikt nie wpadł, ani żaden z lokali nie został przejęty ani przez komando kapitana, ani przez Gestapo, co pozwalało sądzić że nikt nic nie powiedział w śledztwie. Mimo tego zarządzono całodobową obserwację kapitana, co nastręczało wielu kłopotów ponieważ musiało w tym uczestniczyć coraz więcej osób, gdyż taki doświadczony oficer mógłby bardzo łatwo zorientować się że jest śledzony. Po miesiącu zrezygnowano z obserwacji, szczególnie po tym jak Spilker kilka razy wyjeżdżał do Niemiec, gdzie obserwacja była praktycznie niemożliwa.

Na początku maja jeden z ludzi kapitana zameldował o wykryciu kolejnego miejsca gdzie zdaniem agenta spotykają się podejrzani ludzie. Momentalnie cały teren został poddany obserwacji. Jednak kiedy przez kilka dni nikt nie wchodził, ani nie wychodził Spilker rozkazał wejść do środka i założyć kocioł.

Dwa dni później zadzwonił dzwonek. Esesmani aż poskoczyli. Jeden z nich otwarł drzwi i natychmiast wciągnął stojącego na korytarzy mężczyznę do środka.

- Ręce do góry i bez numerów – wrzasnął drugi trzymający w ręku pistolet Parabellum.

Mężczyzna wolno podniósł ręce do góry, po czym został dokładnie obszukany i jak się okazało nie miał przy sobie żadnych dokumentów. Nim jednak którykolwiek z gestapowców zdążył cokolwiek powiedzieć dopiero co złapany człowiek krzyknął donośnym głosem.

- Zaprowadźcie mnie do kapitana Spilkera !!!! - po tych słowach zapadła cisza. Obaj Niemcy stali i patrzyli z niedowierzaniem. Spodziewali się wszystkiego: oporu, tłumaczenia że pomylił adres albo innych tego typu tekstów, ale to co usłyszeli wypowiedziane spokojnym nawet można powiedzieć władczym głosem zaskoczyło ich, a do tego gość mówił prawie idealnie po niemiecku. Spojrzeli na siebie i w końcu jeden z nich warknął, chowając broń.

- Zamknij się i pod ścianę. Nazwisko, dla kogo pracujesz, kto........ - w tym momencie mężczyzna nieoczekiwanie złapał za poły marynarki najbliższego gestapowca i walnął silnie nim o ścianę.

- Kurwa zacznijcie myśleć. Ten wasz kocioł trwa już dwa dni i co ???? Nic ?? Ja nie wpadłem tu

przypadkowo, wykorzystałem tylko sytuację bo chce jak najszybciej dotrzeć do waszego szefa.

Czy to jasne ?

82

- Kurt dzwoń do szefa, zobaczymy co powie – esesman wykręcił numer i cicho rozmawiał przez kilka minut.

- Zaraz tu będzie samochód – zakomunikował po odłożeniu słuchawki. Rzeczywiście już po dziesięciu minutach podjechał czarny Opel z którego wyskoczyło trzech ubranych po cywilnemu ludzi którzy wręcz wbiegli do środka.

- Ty. Idziesz z nami – warknął jeden z nich, po czym złapał mężczyznę za ręce, założył kajdanki i wyprowadził do samochodu. Jazda trwała kilkadziesiąt minut, ale widać było że samochód kluczy i nie jedzie najkrótszą drogą. W końcu stanął pod domem w którym mieściła się siedziba Sonderkommando IV AS.

Kiedy przyprowadzono go przed oblicze Spilkera gość przedstawił się jako major Andrzej Kornacki oficer komendy głównej AK. Po czym stwierdził krótko, że wcale nie wpadł w kocioł, ale wiedząc o nim sam wszedł do mieszkania dając się złapać. Po tych słowach na twarzy Spilkera pojawił się wyraz najwyższego zaskoczenia. Jednak nic nie odpowiedział, tylko podszedł do dużej stojącej obok drzwi szafy. Otworzył drzwi i wyciągnął grubą kopertę. Położył ja na stole i wysypał zawartość. To były zdjęcia, dziesiątki zdjęć. Niektóre przedstawiały oficerów w polskich mundurach.

Kapitan bez pospiechu, powoli przeglądał jedno po drugim, zerkając co jakiś czas na siedzącego naprzeciw niego mężczyźnie. Ten jednak siedział spokojnie jakby dokładnie wiedząc czego szuka oficer SS. Po kilku minutach Spilker uśmiechnął się. Trzymał w ręce zdjęcie oficera wojska polskiego w stopniu kapitana. Kapitan wpatrywał się przez chwilkę w zdjęcie po czym rzucił je na stół.

- Kapitan Jan Wolny, dowódca 3 kompani piechoty – powiedział cichym głosem.

- Już major – odparł siedzący naprzeciw mężczyzna z takim spokojem, że Spilker aż uniósł brwi i widać było że jest naprawdę zdziwiony. Zachowanie polskiego oficera wydało się nietypowe i zaskoczyło nawet tak doświadczonego oficera SS jakim był Spilker. Zazwyczaj ludzie siedzący naprzeciw niego albo trzęśli się ze strachu, albo starali się mu przypodobać czasami nawet zbyt nachalnie. Jednak major Jan Wolny nie wykazywał ani strachu, ani nie wyglądał na kogoś kto bał by się siedzącego na wprost niego oficera SS.

- Panie kapitanie już pan wie kim jestem więc przejdźmy do rzeczy. Jak pan zapewne wie

przyszedłem do mieszkania w którym założył pan kocioł, zresztą może go pan zwinąć tam już

nikt nie przyjdzie. To jest pusty lokal, a informację o rzekomym puncie spotkań naszych ludzi

podrzuciliśmy jednemu z pańskich ludzi. Dalej już poszło zgodnie z planem.

83

Wiedzieliśmy że pana ludzie będą śledzić ten lokal, aż w końcu wejdą tam i założą kocioł.

Chcieliśmy do pana dotrzeć, taki sposób był najprostszy i nie ukrywam najszybszy.

Spilker wstał, podszedł do okna. Widać było że intensywnie myśli. Nie odzywał się długo, ale widać na Wolnym nie zrobiło to większego wrażenia.

- Czyli jak pana dobrze rozumiem jest pan tu na polecenie dowództwa AK ? - Spilker zapytał cedząc powoli każde słowo.

Major Wolny odpowiedział prawie natychmiast, jakby czekał na takie pytanie.

- Tak, a dokładnie przysłał mnie tu szef kontrwywiadu pułkownik Marcin Zakrzewski. Nim pan

cokolwiek zrobi, albo pomyśli proszę mnie wysłuchać.

Kapitan jakby nie usłyszał tych słów, dalej stał przy oknie i wydawało się, że to co go w tej chwili najbardziej interesuje znajduje się na podwórzu które było dobrze widoczne z okna. Po kilku minutach odwrócił się i powiedział spokojnym głosem.

- Słucham – widać było mimo wszystko zaskoczenie na jego twarzy. Tak naprawdę Spilker był wściekły. Okazało się, że akcja mająca na celu złapanie oficerów AK na spotkaniu które jak donosił jego agent miało się odbyć w tym mieszkaniu, była zorganizowana od samego początku przez polskie podziemie.

Sam fakt że został oszukany można było jeszcze przeżyć, ale najgorsze było to, że kapitan zdążył już zameldować wyżej że wytropił miejsce spotkań oficerów Armii Krajowej i teraz tylko czeka aż jakieś spotkanie nastąpi. Spilker miał nadzieje że uda mu się złapać żywcem wszystkich uczestników spotkania co byłoby wielkim sukcesem. Teraz okazało się, że nie dość że nikogo nie złapie to jeszcze będzie musiał to jakoś wytłumaczyć swoim zwierzchnikom. A do tego ta dziwna wizyta.

- No cóż – pomyślał – nie pozostaje nic innego jak wysłuchać tego co ma do powiedzenia oficer Armii Krajowej.

Jan Wolny mówił prawie pół godziny. Spilker ani razu mu nie przerwał, ale nawet jego starego asa zaskoczyło to co usłyszał. Mimo że starał się panować nad sobą, major kilka razy dostrzegł jak szerzej otwierają mu się oczy. Widać było też nerwowe ruchy twarzy. To świadczyło o tym, ze oficer SS po pierwsze słucha z uwagą tego co mówił Polak, którego niemiecki był niemal bez zarzutu, ale także jest coraz bardziej zszokowany. Jednak trzeba mu oddać, że potrafił nad sobą panować, choć dwa razy zdawało się Wolnemu, że esesman już chciał coś powiedzieć, ale opanował się.

Kiedy Skończył zapadła cisza. Widać było że Spilker musi mieć chwilę czasu żeby przetrawić to co usłyszał.

84

- Hm.... - zaczął i nagle ryknął

- Zamach???, Bormann ?? I wy powiadamiacie o tym Himmlera ? Pan naprawdę myśli że w to

uwierzę ?

- Panie Spilker, jest pan jednym z najinteligentniejszych oficerów SS i nie zaprzeczam chyba

najbardziej groźny dla nas. Ma pan u nas wyrok śmierci i nie ukrywam że chcieliśmy pana

zlikwidować, ale nam się nie udało. Teraz że tak powiem wyrok jest zawieszony. To czy mi pan

wierzy czy nie, nie ma znaczenia. Zamach ma być za cztery dni, ale czy będzie czy nie

to teraz zależy od Himmlera. Jednak sam pan zobaczy że tuż po nim Bormann zniknie, a w

centrali SS zaczną się czystki. Wtedy sprawa się potwierdzi. Mogłem co prawda pokazać panu

zdjęcia materiałów wybuchowych i kręcącego się w zamku Fucka, ale nie wiedziałem czy dotrę

do pana osobiście i nie chciałem ryzykować. Do zamachu pozostały cztery dni , więc proponuje

na razie odłożyć kwestie prawdy czy nieprawdy.

Chciałbym przedstawić naszą propozycje. Otóż jak już wspominałem jest pan dla nas

najgroźniejszym przeciwnikiem w całej Generalnej Guberni. Kiedy zdecydowaliśmy się

przedstawić sprawę zamachu na waszego wodza, chcielibyśmy od razu załatwić z Himmlerem

wysłanie pana gdzieś daleko, do Norwegii, Danii czy na wschód.

Jednak po namyśle doszliśmy do wniosku, że spróbujemy się dogadać. Jest pan bardzo

inteligentny i sprytny, więc postanowiliśmy to wykorzystać. Otóż jak już mówiłem mamy

problemy na wschodzie, gdzie ukraińskie bandy mordują naszych tysiącami. Musimy pomóc

naszym rodakom, ale żeby to zrobić musimy przerzucić na wschód kadry i żołnierzy także z

Warszawy. Jednak żeby to zrobić i jednocześnie nie mieć tutaj problemów chcemy się dogadać.

Nie obawiamy się za bardzo Gestapo bo oni nie są zbyt groźni. Pan to co innego. Nasza

propozycja jest następująca: zawieszenie broni. Pan nie tyka nas, my nie robimy nic przeciwko

panu ani pana ludziom. Ale to tylko część naszej propozycji. Co do drugiej części to na

początek małe wprowadzenie. Jak pan wie tu w stolicy mamy dość mocną działalność

komunistów. My z nimi nie walczymy, ale nie chcemy żeby wysyłali wiadomości do swoich

zwierzchników w Moskwie. Problem w tym, że oprócz Ukraińców także bandy bolszewickie

napadają na wsie i miasteczka rabując i zabijając Polaków. Z tym także chcemy zrobić

porządek, mimo że nie będzie to dla nas proste bo mamy wyraźne rozkazy z Londynu żeby z

Rosjanami nie walczyć. Określa się ich jako sojusznicy naszych sojuszników.

Ale dla wielu oficerów komendy Głównej ważniejsze są losy naszych rodaków niż bzdurne

rozkazy ludzi którzy nie mają pojęcia co tu się dzieje.

84

Czyli chcemy się ich pozbyć, ale musimy mieć pewność, że ci tu w Warszawie nie będą nam

szkodzić. I dlatego możemy panu dać adresy drukarni, magazynów broni , miejsc spotkań itd.,

a pan w zamian wsadzi całe to czerwone towarzystwo do więzienia. Pan się że tak powiem

wykaże, a my będziemy mieli spokój. To nasza propozycja dla pana. Proszę się zastanowić, ale

wydaje nam się że skorzystamy na tym oboje – po tych słowach po raz kolejny zapanowała cisza. Spilker patrzył na swojego rozmówcę szeroko otwartymi oczami, jakby nie mógł uwierzyć w to co usłyszał. I trzeba przyznać że była to prawda. Spodziewał się wszystkiego, choćby że major będzie chciał kogoś wyciągnąć z więzienia czy obozu, takie rzeczy się zdarzały. Mogło tez chodzić o zdradę, zemstę i wiele innych. Ale to co proponował major Wolny było niesamowite. Spilkera dosłownie zatkało, choć musiał przyznać że możliwość aresztowania komunistów była bardzo bardzo kusząca. Co prawda ostatnio nastawiał się na walkę głównie z Armią Krajowa, ale gdyby rzeczywiście trafiły mu się drukarnie, magazyny broni, a może nawet jacyś wyżsi dowódcy Armii Ludowej, czy Gwardii Ludowej byłby to wielki sukces i zapewne jego zwierzchnicy pochwalili by go za to. Walka z komunistami była tak samo ważna jak z AK. Kapitan choć starał się nie palić, teraz nie mógł się opanować. Wyciągnął papierosy i zapalił, a widząc uniesione brwi majora podał mu paczkę. Wolny również zapalił. Obaj patrzyli na siebie nic nie mówiąc.

 

Dziękuje za przeczytanie kolejnego odcinka.

W Nowym Roku życzę wszystkim moim czytelnikom wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń, a także zdrowia i uśmiechu na co dzień. Niech ten nadchodzący rok będzie choć trochę lepszy dla nas wszystkich.

Autor

Ireneusz Piątek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


avatar
O autorze: Markiz

Jego pasją jest historia, a szczególnie okres II wojny światowej. Ma 49 lat. Z wykształcenia jest politologiem. Mieszka pod Poznaniem. Od lat pisze artykuły, recenzje, biografie, testy, starając się przekazać swoją wiedzę na temat tego strasznego konfliktu i dziedzictwa który po sobie pozostawił. 

DODAJ KOMENTARZ

Imię i nazwisko:

Adres email:


Tysiąc dodać jeden? (odpowiedź liczbowa)


Treść komentarza:

Komentarze (0)

OSTATNIO NA FORUM
Legiony, Rokitna, TG Sokół
22 Lipiec 2017, 10:18
Tworzenie się Europy
20 Lipiec 2017, 23:58
W-Kongresówka?
20 Lipiec 2017, 18:01
PARTNERZY

STATYSTYKI
Użytkowników: 1263
Artykułów: 446
Komentarzy: 209

forum webmasterskie, tworzenie stron www, forum webdesign