75 lat temu Polskę skazano na zniewolenie i sowietyzację

Autor: Piotr. H. Baron Data: 06 July 2018 14:25

75 lat temu Polskę skazano na zniewolenie i sowietyzację.

 

Na każde zdarzenie, jego przyczyny i skutki, można patrzeć albo przez pryzmat chwili albo w tak zwanym szerszym kontekście. Jeśli mówić o aresztowaniu Komendanta Głównego Armii Krajowej generała Stefana Grota-Roweckiego oraz późniejszej o kilka dni śmierci premiera i Naczelnego Wodza generała Władysława Sikorskiego oddzielnie, można dojść do wniosku, że właściwie wiemy o tych zdarzeniach wszystko. Dwa, jak zgodnie twierdzą „oficjalni” historycy i prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej, tragiczne zdarzenia… Aresztowanie „Grota” to sprawa zdrady człowieka, który miał się ponoć załamać w gestapowskim przesłuchaniu, niejakiego Ludwika (von) Kalksteina. Fakt, z którym pozornie trudno choćby polemizować. Podobnie śmierć generała Sikorskiego w Gibraltarze. Jego samolot spadł do wód Atlantyku tuż po starcie z lotniska w Gibraltarze, jednego z najbardziej niebezpiecznych na świecie. To też fakt. Jeśli rozpatrywać je oddzielnie i tylko przez pryzmat chwili, w której się wydarzyły, można je traktować jako „niezależne tragiczne przypadki”. Ja jednak chciałbym przedstawić P.T. Czytelnikom portalu historyk.eu hipotezę, że dziełem przypadku one nie były. Wiele wskazuje bowiem na to, że zostały dokładnie zaplanowane i wykonane.

Część I

Kto i o co gra?

Przede wszystkim należy powiedzieć, w jakim momencie do tych zdarzeń dochodzi. Armia niemiecka jest już praktycznie pokonana, choć wojna w Europie trwać będzie jeszcze niemalże dwa lata. Ale wiosną 1943 roku nikt w niemieckim naczelnym dowództwie nie ma już złudzeń. Wojna jest przegrana. Już zimą 1941/42 armia niemiecka poniosła tak potężne straty w ludziach, że nie była w stanie ich uzupełnić. Ponad dwieście tysięcy zamarzniętych. Tyle ofiar doliczyli się niezależnie od siebie Nicolaus von Below, adiutant Hitlera i Fabian von Schlabrendorf, adiutant feldmarszałka Günthera von Kluge. Taka była cena starcia nieprzygotowanej do starcia z rosyjskim mrozem niemieckiej armii. Kolejna zima znów zaskoczyła niemiecką armię. Znów potężne straty w ludziach, ale też i dwie klęski. Rok 1942 to klęska Afrika Korps. Pierwsza wielka militarna kampania, w której Wehrmacht zostaje nie tylko pobity a niemalże doszczętnie rozbity. Feldmarszałek Erwin Rommel ewakuuje resztki korpusu do Włoch w styczniu 1943 roku… Niemieckie straty w Afryce to około 950 tysięcy ludzi. W tym samym mniej więcej czasie na froncie wschodnim głównym siłom niemieckim nie udaje się przebić z odsieczą do Stalingradu. Odcięte tam od końca listopada 1942 roku siły niemieckiej 6 Armii generała Friedricha Paulusa oraz 4 Armii Pancernej feldmarszałka Erwina Mansteina kapitulują. Niemiecka armia traci w Stalingradzie łącznie około 850 tysięcy ludzi.

W tych dwóch kampaniach i zimach niemiecka armia traci, łącznie z zabitymi w walkach czy rannymi
w stopniu uniemożliwiającym dalszą służbę 2,5 MILIONA żołnierzy – to ponad 1/3 stanu osobowego Wehrmachtu z przełomu lat 1942/43. Taki poziom strat przekracza „normalne” możliwości ich uzupełnienia. Niemcy dysponują jeszcze rezerwami ludzkimi, które niemieckie dowództwo określa na 200 – 300 tysięcy ludzi rocznie, bez naruszania równowagi demograficznej i sięgania po niepełnowartościowego rekruta, czyli chłopców poniżej 21 roku życia i bez kilkumiesięcznego szkolenia. Demografia jest w tym wypadku nieubłagana – pełne i zgodne z regulaminem armii uzupełnienie strat wymagałoby ustabilizowania frontu i przejścia do walk pozycyjnych na przynajmniej dekadę. Bez ponoszenia dalszych strat!

Niemcy może i chcieliby poczekać, przejść do walk pozycyjnych, w których, dzięki technologicznej przewadze, mają szansę zatrzymać wroga zadając mu przeogromne straty. Takie rozwiązanie sugerują Hitlerowi niemalże wszyscy feldmarszałkowie, ale w zamian słyszą, że są tchórzami i mają przejść do kolejnego wielkiego natarcia. Z tej irracjonalnej postawy Hitlera najbardziej cieszą się przeciwnicy. Armia Czerwona już wie, że Niemców można pokonać. Charków przechodzi z rąk do rąk, ale co go Niemcy zdobędą, Sowieci miesiąc później odbijają. Moskwa i Leningrad obronione, Stalingrad odbity. Pora na krwawy odwet!

Anglicy też czują się uskrzydleni. Wygrali powietrzną bitwę o Anglię. Teraz ich bombowce niszczą niemieckie miasta. Dzięki polskim kryptologom oraz „bombie” Alana Turinga, czytają niemieckie najtajniejsze informacje maszynowo szyfrowane w urządzeniu zwanym Enigmą. Rozbili słynny Afrika Korps. Ale i oni wiedzą, że to koniec łatwych zwycięstw. Spróbowali wysadzić desant pod Dieppe, ale zakończył się on (przewidywaną zresztą) klęską i stratą ponad 4 tysięcy ludzi. Wprawdzie zyskali wiedzę o niemieckich umocnieniach nad kanałem, ale mają też świadomość, że właśnie dostarczyli Niemcom wiedzy o metodach niszczenia takich fortyfikacji. Razem z Amerykanami bezsilnie obserwują, jak Niemcy przebudowują umocnienia nadbrzeżne od francuskiej Bretanii po Norwegię… Już wiedzą, że gdy przyjdzie pora ataku na kontynent, będzie trudniej…

Amerykanie doskonalą sztukę desantowania wielkich sił w krótkim czasie. 20 tysięcy ludzi w ciągu 6 godzin w jednym miejscu – to cel, który umożliwi ostateczną rozprawę z Japończykami na wszystkich wyspach Pacyfiku oraz z Niemcami w Europie. Póki co wypróbowali nowe metody desantowania ludzi w Maroku i Algierii, ale mają też świadomość, że to tylko trening sprzętu. Bo nie było tam niemieckiej obrony ani umocnień, których budowę obserwują na południowych brzegach kanału La Manche. Przy okazji wiedzą już także, że ich latające fortece nie są spełnieniem marzeń na europejskim teatrze wojny.

Amerykanie mają w sobie to coś – smykałkę do interesów. Kuzyni z Anglii i konieczność ich obrony to jedno, ale amerykański wywiad zaczyna zdobywać informacje o tym, co dzieje się w Niemczech na polu badań naukowych. Niemieckie technologie zbrojeniowe. Zaczynają dostrzegać interes. Trzeba tylko wykiwać Angoli i Ruskich. Wziąć z tego tortu, ile się da!

Pod koniec 1941 roku Japonia zaatakowała USA. Stało się jasne, że nie będzie japońskiego uderzenia na Syberię, co zakładał opracowany przez feldmarszałka Gerda von Rundstedta główny plan (orde de bataille) wojny ze Związkiem Sowieckim i japońsko-niemieckie porozumienie. Japonia miała zaatakować ZSRR w chwili zdobycia Moskwy przez Niemców. Tymczasem Moskwa została obroniona, niemieckie siły odrzucone. Japonia, i tak zresztą niechętna wojnie z Sowietami, zaatakowała Pearl Harbor rozpoczynając wojnę z USA, do której Niemcy i Włochy przyłączyły się jeszcze w grudniu 1941 roku. Naczelne Dowództwo Armii (Oberkommando der Wehrmacht), cała wyższa generalicja to ludzie, dla których hasło „Deutschland über alles” jest świętością. Oni już wiedzą – wszystko poszło nie tak. Nie będzie kolejnego Blitzkriegu, nie będzie spotkania z Japończykami na Uralu czy gdzieś na Syberii. Wiosną 1942 roku, gdy Wehrmacht wydaje się wciąż niepokonaną potęgą, ludzie tacy jak Canaris, Rundstedt czy Manstein dostrzegają widmo przegranej wojny. Sytuacja wymaga podjęcia działań nadzwyczajnych. Już wtedy wywiady i dyplomaci rozpoczynają „ciche” negocjacje.

Cóż Niemcy słyszą od Amerykanów? Gdyby udało się usunąć Hitlera, Rzesza może liczyć na separatystyczny pokój z USA, w konsekwencji także i z Wielką Brytanią. Feldmarszałkowie, przynajmniej niektórzy, wątpliwości nie mają. Usunięcie Hitlera to nie tylko pokój z Ameryką i Anglią. To koniec tragicznych w skutkach błędów „nieomylnego Führera” w dowodzeniu wielką niemiecką armią na froncie wschodnim. No cóż, cel uświęca środki. Od 1942 roku niemieccy oficerowie próbują zorganizować zamach – żaden się nie powiedzie. W marcu 1943 roku trzykrotnie organizowane są próby zabicia Hitlera, ale żadna z nich nawet mu nie zaszkodzi. Dwie próby mają miejsce podczas podróży Hitlera do Smoleńska. Bomby są w jego samolocie, ale zawodzą brytyjskie zapalniki chemiczne. Są doskonałe pod wodą, niezawodne w warunkach angielskiego klimatu, jednakże w warunkach wschodnioeuropejskiej zimy zamarzają. Nie wybuchną zatem dwie bomy podłożone w samolotach, którymi Hitler leci najpierw z Berlina do Wolfsschanze a potem do siedziby feldmarszałka von Klugego w Smoleńsku. Potem jeszcze próba zamachu w Muzeum Armii w Berlinie… Wszystko przygotowane, tylko Hitler zmienił plany. Przyjechał znacznie wcześniej, na raptem kilka minut i wyszedł. Oficerowie zostali z uzbrojoną bombą sami… Ludzie admirała Canarisa mają pretensje do brytyjskiej Intelligence Service o te zawodne zapalniki, a Phil Kimby, podwójny agent, przekaże wieści o tym do Moskwy. Tak jak i o niemieckich problemach kadrowych – przecież separatystyczny pokój na zachodzie to możliwość uwolnienia kilkudziesięciu dywizji od Francji po Norwegię i zasilenia frontu wschodniego. Stalin zdaje sobie sprawę z tego, że Niemcom nie można dać czasu. Być może właśnie to sprawi, że w trwających, i to z jego inicjatywy, od marca po czerwiec 1943 roku negocjacjach Mołotowa i von Ribbentroppa na temat rozejmu pojawi się najpierw pat a potem sowieckie żądanie przywrócenia granicy z września 1939 roku…

Czerwiec 1943 roku to widoczna zmiana postawy Stalina. Nabiera pewności, że zwycięży. Przecież gdyby Niemcy byli mocni i pewni swego, nie siadaliby do negocjacji, nieprawdaż? Jeśli Ribbentroop przyleciał do Kirowogradu by spotkać się z Mołotowem, to muszą mieć problemy. Ludzie Stalina też potrafią liczyć. Wiedzą, ilu ludzi Niemcy stracili. I mówią: możemy ich zmiażdżyć! Stalin zaczyna kalkulować!

Wie doskonale, że w trakcie pierwszego roku wojny Sowieci stracili (w zabitych i wziętych do niewoli) prawie 10 milionów ludzi oraz większość sprzętu bojowego. Straty w ludziach dla Stalina znaczenia nie mają. Armia Czerwona straciła w 1941 roku większość czołgów i samolotów stacjonujących w zachodniej części Związku Sowieckiego, ale też był to sprzęt przestarzały.

Stalin zmienia sposób patrzenia na wojnę. Już nie rozpamiętuje przeszłości i poniesionych strat. Wybiega myślami w przyszłość, dla której największe znaczenie mają rezerwy. Dzięki Anglikom i własnemu wywiadowi wie, że Niemcy ich po prostu nie mają, szczególnie ludzkich.

A jak ocenia własne podwórko? Na przełomie 1941 i 42 roku front zasiliły rezerwy z Uralu i zachodniej części Syberii, z dużo lepszym uzbrojeniem. Wprawdzie w 1942 roku jest ich jeszcze zbyt mało i muszą cofać się przy kolejnych niemieckich ofensywach, ale nie jest to paniczna ucieczka, lecz zorganizowany odwrót, w trakcie którego wielokrotnie dochodzi do zatrzymania Niemców a nawet miejscowych kontrataków. Stalingrad to sygnał, że teraz koło wojny potoczy się na zachód.

Sowieckie wojska okrzepły, nabrały doświadczenia i pewności siebie. Powstrzymały niemieckie natarcie i są gotowe przejść do kontrofensywy. Wiosną 1943 roku Stalin już wie, że może wydać taki rozkaz, a Armia Czerwona pójdzie na zachód bez względu na straty. Może i zginie przy tym, w każdej z większych bitew, kilkaset tysięcy ludzi. Może nawet milion, dwa czy trzy, ale to akurat nie ma znaczenia. Stalin ma do dyspozycji wielomilionowe i doskonale wyposażone rezerwy stacjonujące na granicy z Chinami. Wie, że Japończycy uwikłali się w wojnę z USA na Pacyfiku, ogołocili front chiński ze wszystkiego, co miało jakąkolwiek bojową wartość, zatem nie stanowią dla jego południowo-wschodniej flanki syberyjskiej zagrożenia. I wie, że nawet jeśli dziesięciu jego żołnierzy polegnie za jednego Niemca, rachunek ludzki daje mu zwycięstwo. Wykrwawi niemiecką armię!

Jak planować, to planować. Z rozmachem! Stalin doskonale orientuje się, że Niemcy przygotowują kolejną wielką ofensywę – atak na Łuku Kurskim. Właśnie tam przygotowuje potężne linie obronne. Ma świadomość, że jeśli pozwoli Niemcom na atak pod Kurskiem i wygra, przełamie kręgosłup niemieckiej armii i pójdzie na zachód tak szybko, jak tylko pozwoli zaopatrzenie. On już widzi czerwone flagi powiewające nad Berlinem. A może i dalej na zachód, nad Brukselą, Amsterdamem i Paryżem…

Podobnie rozwój wojennej i powojennej sytuacji widzi brytyjski premier Winston Churchill. Od samego początku swojego urzędowania przy Downing Street 10 postawił na wojnę niemiecko-sowiecką (bo przecież Anglia nie jest od ustanawiania porządku na kontynencie; niech robią to inni. Anglia przyjdzie na gotowe, spije śmietankę i chwyci wisienkę z tortu…). Rozumie, że to Stalin będzie decydować o wszystkim, co ma się dziać na wschód od Niemiec. A raczej od linii, na której spotkają się sowieckie i amerykańskie dywizje. Dlatego w sierpniu 1942 roku składa wizytę w Moskwie. Ma o czym dyskutować z sowieckim przywódcą…

Obydwaj politycy doskonale wiedzą, że pomiędzy Rosją Sowiecką a Niemcami leży Polska. I to jest problem. Polska jest antysowiecka. Rząd polski na uchodźstwie jest przeciwny jakimkolwiek korektom polsko-sowieckiej granicy państwowej, których dotychczasowy kształt „gwarantuje” podpisana tak przez Wielką Brytanię, ZSRR jak i Polskę Karta Atlantycka. Jednakże podczas wizyty Churchilla w Moskwie panowie Stalin i Churchill dogadują się podczas suto zakrapianej i ciągnącej się długo w noc kolacji, że Karta Atlantycka pozostanie „papierem bez znaczenia”. O kształcie polsko-sowieckiej granicy Stalin zadecyduje osobiście. A właściwie już zadecydował. Linia Curzona z niewielkimi zmianami. Pytanie brzmi, jak Polacy na takie propozycje zareagują i co dostaną w zamian. Mają dostać niemalże całość Prus. Warmię, Mazury, Pomorze Gdańskie i Pomorze aż po ujście Odry, Ziemię Lubuską, całość Górnego Śląska, Opolszczyznę i Dolny Śląsk.

I to jest dla Churchilla prawdziwy problem. Rozpoczyna walkę o granicę na Nysie, ale Kłodzkiej. Powód jest prozaiczny – interesy! W XIX wieku, za czasów królowej Wiktorii, rozpoczęła się oparta o związki rodzinne niemiecko-angielska współpraca gospodarcza. Niemcy inwestowali w angielskie firmy a Anglicy – w niemieckie. W Zagłębiu Ruhry i na Dolnym Śląsku.

Wprawdzie trwa wojna, ale ona nie przeszkadza przepływowi pieniądza. Zarówno w trakcie pierwszej jak i drugiej wojny światowej interesy akcjonariuszy i udziałowców są obustronnie respektowane. W neutralnej Szwajcarii działa sporo kancelarii adwokackich, którym niemieccy współwłaściciele angielskich firm powierzyli reprezentowanie ich interesów w Wielkiej Brytanii. Ich angielscy partnerzy biznesowi uczynili dokładnie tak samo. Może to zakrawać na paradoks, ale niektórzy niemieccy przemysłowcy i finansiści zarabiają na każdej angielskiej bombie niszczącej niemieckie miasta. Także niektórzy angielscy bogacze zarabiają na każdej niemieckiej bombie spadającej na Anglię… O losy Zagłębia Ruhry nie ma się co martwić, tam, przy zaangażowaniu się Amerykanów w inwazję na Europę Sowieci prawdopodobnie nie dotrą. Dolny Śląsk jest problemem. Leży na sowieckiej drodze do Niemiec. Że zostanie zdobyty przez Armię Czerwoną, nie ulega wątpliwości. Ale co po wojnie? Jeśli zostanie przekazany Polsce, cały tamtejszy przemysł zostanie znacjonalizowany. To oznacza, że angielscy współwłaściciele dolnośląskiego przemysłu poniosą potężne straty. Nie chodzi li tylko o coroczne dywidendy, ale też i wykreślenie z bilansów angielskich spółek potężnych pozycji w aktywach o wspólnym tytule „akcje i udziały w przedsiębiorstwach obcych”. Dla wielu angielskich magnatów, także i tych bliżej czy dalej spokrewnionej z rodziną królewską spowoduje to nagłe obniżenie ich zdolności kredytowej. Czyli katastrofę! Churchill doskonale wie, co to oznacza. Jest spokrewniony z księżną Marią Teresą Olivią z rodu Cornwallis-West (zwaną pieszczotliwie Daisy), niegdyś żoną jednego z najpotężniejszych w Niemczech magnatów przemysłowych – Hansa Heinricha XV księcia pszczyńskiego (Fürsta von Pless) hrabiego (Grafa) von Hochberg… W wałbrzyski koncern Hochbergów zainwestowała spora liczba członków Izby Lordów, arystokratów niezmiernie w Anglii wpływowych. W XIX wieku, przed I wojną światową, także i w latach dwudziestych, co jako minister skarbu Churchill wspierał bardzo gorliwie. Ci bywający na dworze króla ludzie swoich majątków stracić nie chcą. I przypominają Churchillowi. Panie Churchill, mówią, inwestowaliśmy tam, bo tak żeś pan nas prosił. To teraz, panie Churchill, musisz pan udowodnić swoją skuteczność w walce o nasze interesy.

Dla Churchilla i partii Torysów Dolny Śląsk w niemieckich granicach to wygrać albo przegrać w pierwszych powojennych wyborach. No cóż, tu nie ma miejsca na polityczną poprawność, tu trzeba zrobić wszystko, by wygrać. Cel uświęca środki. Dlatego jeszcze w Jałcie panowie Stalin z Churchillem będą dyskutować o polsko-niemieckiej granicy na Nysie. Stalin pokaże Nysę Łużycką, Churchill – Kłodzką, ale Roosevelt stanie po stronie Stalina. Widzi możliwość zrobienia przez Amerykę wielu doskonałych interesów angielskim kosztem. Dla Churchilla to katastrofa. Wprawdzie dotrwa na urzędzie premiera do końca wojny, ba, nawet pojedzie do Poczdamu, ale długo tam nie zabawi. Deklarację Poczdamską w imieniu Zjednoczonego Królestwa podpisze nowy premier rządu Jego Królewskiej Mości, Clement Richard Atlle z Partii Pracy…

Tak właśnie przedstawia się tło geopolityczne końca wiosny i początku lata 1943 roku.

Piotr. H. Baron


avatar
O autorze: Piotr. H. Baron

Autor książki "Die Ehrenmenschen. Ludzie Honoru". Znawca historii, szczególnie Śląska, a także człowiek, który miał okazję wielokrotnie rozmawiać z ludźmi, których większość z nas zna tylko z książek - jak choćby pułkownik Nicolaus Freiherr von Below, były adiutant Hitlera. Udowadnia, że niektóre tajemnice to nie kwestia II wojny, lecz czasów znacznie wcześniejszych. Podobnie jak niemieckiego nacjonalizmu, który obnaża bez pardonu. Kontakt z autorem za pośrednictwem jego autorskiej strony https://ludzie-honoru.jimdo.com

DODAJ KOMENTARZ

Imię i nazwisko:

Adres email:



Treść komentarza:

Komentarze (0)

OSTATNIO NA FORUM
Jaki internet na studia?
18 November 2018, 12:09
Litewskie lokomotywy zagrały Mazurka
12 November 2018, 10:53
Menu żołnierza
20 Listopad 2018, 18:31
Metody rozładowania napięć
14 Listopad 2018, 09:38
PARTNERZY

STATYSTYKI
Użytkowników: 2696
Artykułów: 503
Komentarzy: 22060